Ministerialny kaprys
Nieustający bałagan wokół ustawy śmieciowej jest dobitnym - choć niejedynym - przykładem jakości stanowionego w Polsce prawa. Ledwie jakieś wchodzi, już je trzeba poprawiać. Co z wielkim zapałem czynią rosnące nieustannie armie urzędników. A jak się nie zmienia prawa, to się pisze rozporządzenia. Jedno debilniejsze od drugiego. Najnowszy pomysł urzędników resortu środowiska: ustalili limit i teraz jedną trzecią odpadów pochodzących z gospodarstw domowych mają stanowić opakowania. I już. Wszyscy się zrzucimy na ten ministerialny kaprys, bo ceny niechybnie pójdą w górę. Firmy będą dokupywały na wolnym rynku np. palety, żeby dać radę z opakowaniami drewnianymi. Albo papierowe torebki od producentów (bo gazeta, choć niektórzy wciąż owijają w nią śledzie, za opakowanie się nie liczy). I jeszcze złom. Eh, ale będzie się kręcił interes. Dałabym spokój narzekaniom, gdybym miała pewność, że to wytwórcy opakowań się zrzucili na łapówkę dla wymyślaczy. Niestety, jestem pewna, że to tylko głupota i niekompetencja. Bo urzędnicy z góry wiedzą, ile mamy wyrzucać opakowań do śmieci.
Ale jak ma być inaczej, skoro biurokracja rozrasta się niczym złośliwy nowotwór. Jeśli na początku transformacji urzędnicy i urzędasy różnej maści (na szczeblu państwowym i samorządowym) stanowili grupę zaledwie 159 tys. osób, to już 10 lat później było 298 tys. Teraz, bagatela, ponad 443 tys. Skoro jest ich tylu, to i jakość siłą rzeczy musi być gorsza.
Czasem to żałuję, że nie można odkopać, wymyć i postawić u władzy Józefa Wissarionowicza Stalina. On by wiedział, co z tym zrobić. Wykonałby wujaszek zadanie, a potem znów byśmy go zakopali.
@RY1@i02/2014/003/i02.2014.003.000000200.802.jpg@RY2@
Mira Suchodolska sekretarz redakcji
Mira Suchodolska
sekretarz redakcji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu