Czy Amerykanie zaczną pracować w Bangladeszu
Przeciętny mieszkaniec naszej planety zapytany o to, czy wolałby się dostać na Harvard, czy na stanowisko kasjera w Wal-Marcie, nie zastanawiałby się długo. Statystycznie łatwiej było zostać przyjętym na tę prestiżową uczelnię niż do pracy w waszyngtońskiej placówce wielkiej sieci hipermarketów. Podanie o pracę złożyło aż 23 tys. Amerykanów, a posad było tylko 600, w związku z czym otrzymać ją mogło raptem niecałe 3 proc. aplikantów. Na Harvard przyjmuje się ich aż 6 proc.
Wydaje się, że Amerykanie są gotowi zadeptać się, byle tylko otrzymać pracę w Wal-Marcie, i to w dodatku marnie płatną. Sieć groziła niedługo przedtem władzom stanowym, że jeśli te podniosą płacę minimalną o połowę, z 8,5 dol. do 12,5 dol., nie otworzą swego sklepu. Ustawa nie przeszła, więc Waszyngton cieszy się setkami nowych miejsc pracy. Część republikańskich komentatorów uznała to za triumf sił rynkowych i dowód, że ataki na tragiczne warunki pracy w sieci hipermarketów są przesadzone, przynajmniej zdaniem tych, którzy pracy szukają.
Problemem pozostaje tych 22,4 tys. aplikantów, którzy musieli zostać odprawieni z kwitkiem. Gdzie znajdą zatrudnienie? Dosyć smutną refleksją byłaby ta, że jedynym dla nich ratunkiem, cokolwiek smutnym, byłaby bangladeszyzacja Waszyngtonu - praca za 5 dol. za godzinę, masa kiepskich stanowisk i powolne polepszanie jakości pracy wraz ze zmniejszaniem bezrobocia... Niestety (a może na szczęście), sam Bangladesz udowadnia słabość tej koncepcji. Po zwiększeniu tam płacy minimalnej o 77 proc. (do 68 dol. miesięcznie), po części w odpowiedzi na skutki katastrofy w jednej z fabryk odzieży, wielkie sieci odzieżowe rozglądają się za nowymi, jeszcze tańszymi krajami, w których mogą ciągnąć swoją działalność. Z kolei producenci, tacy jak przywoływana przez "Wall Street Journal" Rubana Huq, boją się negocjacji, w których muszą jakoś przekonać swoich partnerów do przełknięcia podwyżki cen produktów o 20-30 centów. Jednym z głównych partnerów jej firmy Mohammadi Group, których reakcji się obawia, jest właśnie... Wal-Mart, który na żadnym froncie nie dopuści do spadku swojej konkurencyjności. Niestety, na globalizację jeszcze nikt nie znalazł dobrego sposobu, samo święte oburzenie na korporacyjny imperializm niczego, ale to niczego nie zmienia.
@RY1@i02/2014/002/i02.2014.002.00000270a.802.jpg@RY2@
Jan Wróbel dziennikarz i publicysta
Jan Wróbel
dziennikarz i publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu