Każdy sobie rzepkę skrobie
Jestem człowiekiem starego, tj. jeszcze socjalistycznego, chowu. Pamiętam aż za dobrze tę siermiężną rzeczywistość, w której najczęściej używanymi słowami były "braki" i "kombinować", a w stosunkach między ludźmi dominowała nieufność. Dziś o brakach (np. towarów) mowy nie ma, najwyżej o braku dobrego marketingu. Kombinowanie się ostało, ale zostało już chyba odesłane do składziku praktyk, owszem, znanych, ale niepochwalanych. Została nieufność.
Tuż po odzyskaniu suwerenności i jeszcze w trakcie przemiany ustrojowej w Polsce pojawiło się sporo zagranicznych fundacji i stowarzyszeń, które chciały pokazać świeżo wyzwolonym od socjalizmu Polakom, jak się gospodaruje po kapitalistycznemu. Robota to była godna pochwały, wynikająca z przekonania, że trzeba dzielić się własnymi doświadczeniami. Po co inni mieliby wyważać drzwi, które kto inny dawno otwarł na oścież? Pamiętam relację pewnego sołtysa, który pojechał na zaproszenie jednej z takich fundacji do Austrii, gdzie jemu i kilkunastu innym pokazano, jak działają spółdzielnie rolników i małych wytwórców lokalnych produktów. Dowiedział się, jak zyskać dogodną pozycję w negocjacjach np. z sieciami sprzedaży, jak dzielić ryzyko, by nikomu nie stała się krzywda, jak napisać statut takiej kooperatywy... Wrócił z głową nabitą pomysłami, podzielił się nimi z sąsiadami... I co? I nic. Ci uznali bowiem, że na pewno chce na nich zarobić. A że koniec końców nie zarobił nikt, to już inna sprawa.
"Choć zostaliśmy już zaliczeni do krajów wysoko rozwiniętych, wciąż stanowimy społeczeństwo coraz bardziej efektywnych jednostek i niezmiennie nieefektywnej wspólnoty. To zaczyna tworzyć silną barierę rozwojową, chociaż wcześniej nam nie przeszkadzało" - pisze psycholog prof. Janusz Czapiński w raporcie Krajowej Izby Gospodarczej pt. "Reforma kulturowa".
"Pewien przedsiębiorca z dużego miasta opowiadał mi, jak małe firmy z branży fitness próbowały stworzyć stowarzyszenie, które zajmowałoby się m.in. marketingiem i budowaniem odpowiedniego wizerunku. Niestety wszystko rozbiło się o pieniądze" - pisze Ignacy Morawski w portalu Obserwator.Finansowy.pl i dodaje, jak to zagadnięty o współpracę między firmami mikroprzedsiębiorca odpowiedział, że "przymusowe kołchozy to już w Polsce mieliśmy".
Polscy mikro- i mali przedsiębiorcy są bardzo przywiązani do swojej własności. Można to zrozumieć, a nawet pochwalać, o ile chcą prowadzić działalność w mikroniszach. Jeśli nie, to prędzej czy później staną wobec problemu zdecydowanie większych graczy, którzy też mają ochotę na ich rzepkę.
@RY1@i02/2015/224/i02.2015.224.200000100.802.jpg@RY2@
Maciej Weryński
redaktor prowadzący
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu