Moralne niepokoje dziecioroba
Na wstępie mojego listu chciałabym zaznaczyć, że bez względu na to, co powiem za chwilę, nie pragnę zguby swoich dzieci. Wręcz przeciwnie, nawet je lubię. Lubię je w zasadzie bardzo, tak bardzo, że każdy, kto jest ślepy na ich niewątpliwy geniusz, zniewalającą aparycję i urzekającą osobowość, wydaje mi się godnym współczucia matołem. Żal mi owego barana, który nie docenia ich śmiesznych, gumiatych łapek (młodsze) lub subtelnego poczucia humoru (starsze); żal mi go, bo wiem, jak to jest z wartościami takimi, jak piękno, dobro i gumiatość: są trochę jak lustro, i jak patrzy na nie małpa, apostoł nie może wyjrzeć. Tak, tak, nieprzychylny obserwatorze moich dzieci w tramwaju czy restauracji, twoja niechęć świadczy tylko o tobie, ciebie owa obojętność ośmiesza i na twoim miejscu - nie waham się tego powiedzieć wprost - złożyłabym rezygnację z członkostwa w grupie Homo sapiens, spłaciłabym długi i dokonała rytualnego samospalenia.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.