Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Rzymianie i Putin

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Nikt przy zdrowych zmysłach nie chce i nie pochwala wojny. Ale też częściej niż zwykle przytaczana jest teraz starożytna paremia: si vis pacem, para bellum. Chcesz pokoju, gotuj się do wojny. W ostatnich 25 latach łatwo było o niej zapomnieć. Niektórzy uwierzyli, że tezę Francisa Fukuyamy o końcu historii i zwycięstwie demokracji należy rozumieć w ten sposób, iż cały świat dojrzał do wolności, niekonfliktowego współistnienia i dobrobytu. Wyjątki (choć były i są liczne) miały tylko potwierdzać regułę, a widoczny w ich przypadku deficyt wspomnianych wartości uznawano (naiwnie?) za przejściowy. W Europie nawet konflikt na Bałkanach wydawał się przypadkowym zgrzytem, echem odległej przeszłości.

Dziś przybyło przyznających rację Samuelowi Huntingtonowi, wieszczącemu zderzenie cywilizacji, czy Georgowi Friedmanowi co do agresywnych planów Rosji i nieszczęść, które może przynieść XXI wiek. A przecież żaden z nich, snując swoje wizje, nie przewidywał wielkiego kryzysu finansowego oraz globalnych zawirowań gospodarczych, z którymi się zmagamy i które dodatkowo komplikują sytuację.

Rzymianie mieli rację. Zasługą Putina jest to, że o tym przypomniał, otrzeźwiając wszystkich (niestety, nie bez wyjątków), a roztropnych zmuszając do refleksji i działania. Przegląd, a następnie przystosowanie prawa czy infrastruktury na wypadek przeróżnych okoliczności, w tym destabilizacji czy wojny, jest w sumie najprostszym, acz obowiązkowym, zadaniem. Innym - np. produkcja bądź zakup dobrego uzbrojenia. Co do zasady przecież słuszne jest, by gorąco wierząc w jak najlepszą przyszłość, być przygotowanym na najgorsze.

@RY1@i02/2015/073/i02.2015.073.000000200.802.jpg@RY2@

Krzysztof Jedlak

szef Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.