Śmierć historii żywej
Kiedy jadę samochodem z Warszawy do siebie na wieś, przejeżdżam przez Iganie i mam te same uporczywe skojarzenia. Kto jednak wie, pamięta, dlaczego ta wieś zapisała się w historii Polski? Można naturalnie sięgnąć do podręcznika czy wygooglać. Historię poznajemy z podręczników i z filmów. Historia jest ciekawa, tak samo jak ciekawe są nowe odkrycia z zakresu neurobiologii lub genetyki. Czy wszelako historia jest dla nas żywa? Nie idzie o pamięć, lecz o to, czy ludzie, miejsca, zdarzenia, takie jak bitwa pod Iganiami - jedna ze zwycięskich bitew generała Prądzyńskiego w trakcie powstania listopadowego - należą do historii żywej. Czyli czy wciąż się o nich opowiada, pisze, kojarzy i odnosi do kontekstu polskości? Nie chodzi o pamięć, bo przypomnieć zawsze można, lecz o żywą obecność. Otóż żywej historii już w Polsce nie ma. Pamięć o tragediach od powstania listopadowego przez styczniowe, warszawskie czy Smoleńsk można przywołać mechanicznie. To jednak nie sprawi, że zdarzenia te znajdą miejsce w żywej historii.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.