Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Kałuża a ewolucja

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 15 minut

KAC MORALNY

Bywa, że człowiek ma dużo czasu i chodzi sobie po jakimś mieście bez celu. Tu skręci, tu zajrzy, tu zagwiżdże. Krąży sobie tak bez większego ładu i składu, la la la, aż skończy w jakiejś ciemnej dziurze pod schodami na Bronxie, wrzeszcząc wniebogłosy, z nożem na gardle, bez portek i bez portfela. Tak właśnie ostatnio przebiegają moje eskapady internetowe. Zaczyna się niewinnie, a potem klik tu, klik tam i nagle jesteś na stronie jakiegoś pastora, który ci udowadnia, że Darwin to idiota, a kości dinozaurów zostały wyrzeźbione przez lokalnych artystów i zakopane przez masońskie lobby proewolucyjne.

Dzieje się w tej chwili na świecie wiele dziwacznych rzeczy, ale amerykański konflikt między nauką a kreacjonistami wciąż jest w czołówce współczesnych zdziwień. Niecały rok temu nowy sondaż Gallupa po raz kolejny pokazał, że czterech na dziesięciu Amerykanów wierzy, iż Bóg stworzył człowieka w jego obecnej formie 10 tys. lat temu. Czterech na dziesięciu! Tylu właśnie sądzi, że Biblia jest reportażem, że Bóg przyszedł, zrobił "puf" i Adam począł hasać po polanach Edenu. Nie wzrusza ich rozwój technologii datowania skamielin, są obojętni na wykopywane zęby i piszczele, na przyspieszone fakty ewolucyjne (np. zmiany kolorów skrzydeł ciem w obliczu zwiększających się zanieczyszczeń) nawet nie spluną. Są absolutnie wszędzie, gęsto rozsiani po niezwykle postępowym kraju, który funkcjonuje jako moralno-demokratyczne sumienie świata. Wystarczy pójść do Walmarta gdzieś w środkowych stanach (gdzie antynaukowe nastroje są bardziej skoncentrowane niż na wybrzeżach) i jeśli kreacjonista nie zaparkował obok ciebie, to pewnie podał ci jabłka, siedział na kasie albo wyprodukował twoje reklamówki. Statystycznie rzecz biorąc, skoro się już tam znalazłeś, to prawdopodobnie sam jesteś kreacjonistą i za chwilę przyłączysz się do coraz częstszych roszczeń o przywrócenie nauczania kreacjonizmu w publicznych szkołach. Pewną pociechę stanowi to, że w ewolucję wciąż "wierzy" połowa nacji - choć warto zaznaczyć, że większość z nich uważa selekcję naturalną za niewidzialną rękę Boga. Tak czy siak - szok.

Do pewnego momentu. Bo kiedy już się człowiek pozżyma na głupich kreacjonistów, pomacha rękami i powznosi oczy do góry, to zacznie się zastanawiać, skąd w wykształconych ludziach z rozwiniętego kraju taka głęboka potrzeba wiary w dosłowność Genesis. Sądzę przy tym, że fakt, iż Polska jakoś do tej pory uniknęła kreacjonistycznego szaleństwa (oprócz chwili strachu, gdy ojciec ówczesnego ministra edukacji Romana Giertycha okazał się nie wierzyć w ewolucję, co wzbudziło obawy o powodowane nepotyzmem zmiany w programie szkolnym), jest w zasadzie przypadkowy. Uratowało nas to, że papież, który wsparł teorię ewolucji, był Naszym Papieżem, a także to, że nikomu jeszcze na serio nie przyszło do głowy rozdmuchać tej kwestii tak, jak problemu aborcji czy religii w szkołach. I my też, jak sądzę, w sprawie kreacjonizmu stąpamy po cienkiej linie nad przepaścią szaleństwa. Skąd więc podatność człowiecza na tę myśl, że świat został ulepiony taki, jaki jest dzisiaj, nie zaś powstał w wyniku nieskończonej liczby przypadkowych zdarzeń?

Chodzi głównie o strach przed tym przypadkiem, zasadą ewolucji. Kreacjoniści często używają argumentu pożyczonego z teorii "inteligentnego projektu", czyli mniej więcej takiego: spójrzcie, moi drodzy, na świat. Wszystko działa jak w zegarku. Człowiek wydycha dwutlenek węgla, roślinki go pochłaniają i dają mu z powrotem tlen. Mózg jest jakby stworzony do myślenia. Jak trzeba coś złapać, to ma się do tego celu wygodne narzędzie: rękę. Czy to wszystko wygląda, jakby pijany zając poskładał ten świat z przypadkowych klocków? Czy raczej można założyć, że jakiś inteligentny stwórca, wielki zegarmistrz, postarał się, żeby wszystko działało, jak należy?

Jeśli tak sprawę ujmiemy, to i racjonalista spod znaku Darwina się zamyśli - nie dlatego, że to dobry argument (po pierwsze nic nie wskazuje na to, że żyjemy w najlepszym ze światów, a po drugie ewolucja przecież wyjaśnia, skąd ta synchronia i ten ład - po prostu im lepiej organizm działa w systemie, tym bardziej jest promowany przez selekcję; te drobne przewagi kumulują się przez tysiąclecia, naturalnie wytwarzając mechanizmy o pozorach sensowności), ale dlatego, że naprawdę byłoby przyjemnie myśleć, że ktoś coś zrobił dla nas. Że nie jesteśmy lokatorami świata, lecz jego zasadą i celem. Że nie jesteśmy podrzutkami przypadku, ale chcianymi dziećmi w zbudowanym tylko dla nas gnieździe.

Ale kiedy racjonalista ulegnie na moment tęsknocie za życiem w świecie stworzonym specjalnie dla niego, przypomina sobie na szczęście opowieść Douglasa Adamsa ("The Salmon of Doubt") o kałuży, która "obudziła się pewnego dnia i pomyślała sobie: to doprawdy ciekawe miejsce, w którym się znajduję - interesująca dziura, w której jestem - przylega do mnie bardzo dokładnie, prawda? Tak naprawdę to jest do mnie oszałamiająco dobrze dopasowana. Musiała być zrobiona specjalnie dla mnie!". Nie ma w tej myśli kałuży może nic specjalnie szkodliwego, ale tylko do pewnego momentu, bo: "To tak obezwładniająco silna myśl, że gdy słońce wstaje, powietrze się ogrzewa i kałuża się kurczy, wciąż trzyma się myśli, że wszystko będzie dobrze, bo świat został przecież zbudowany tak, by ona w nim była. Moment, w którym znika, dość więc ją zaskakuje". Uznajmy przynajmniej, że istnieje taka możliwość, że istoty ludzkie to wynik pewnego zbiegu okoliczności - a wtedy nic nas nie zaskoczy. I może będziemy w stanie w porę zapobiec własnemu wyschnięciu.

@RY1@i02/2015/069/i02.2015.069.00000150a.802.jpg@RY2@

Karolina Lewestam

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.