Odpowiedź autorki
Drodzy legionowianie, dyskutowaliśmy ze sobą na Facebooku (choć trudno to nazwać merytoryczną dyskusją), teraz zdecydowaliście się pretensje wyrazić w oficjalnym piśmie do DGP. Za jedno i drugie wam - w imieniu swoim i redakcji - bardzo dziękuję. Szczerze, bez ironii i sarkazmu. Dyskusja, nawet kłótnia, jeśli odbywają się z otwartymi przyłbicami jej uczestników, nie tylko rozgrzewają atmosferę, poprawiają krążenie, ale także przyczyniają się do szukania nowych rozwiązań, innego niż zwykle spojrzenia na pewne kwestie, otwierają nowe perspektywy. Musi być jednak spełniony jeszcze jeden warunek: strony muszą mieć dobre intencje, być otwarte na argumenty, a nie pałać chęcią zemsty i zaatakowania interlokutora. Bo nie przeciwnika przecież.
Więc zacznę od drobnego gestu. Przepraszam, że nazwałam (i to kilkukrotnie) Legionowo brzydkim miastem. To nie znaczy, że przestałam tak uważać, bynajmniej, architekta, który zgodził się na pewne rozwiązania, zakułabym w dyby. Ale zdaję sobie sprawę, że zabrakło mi empatii. Osoby, które odpowiadają za jego wygląd, na pewno miały dobre intencje. I mogły się poczuć niczym mama, która słyszy, jak sąsiadka pochylająca się nad wózkiem z noworodkiem wydaje okrzyk pełen zgrozy: "Och, jakie to dziecko paskudne". Okropne zachowanie, przyznaję. Wiem, że to miasto bardzo się zmieniło, wypiękniało. Jest lepsze niż 20 lat temu. Dzięki jego zaangażowanym mieszkańcom.
Ale na tym koniec moich przeprosin, których część państwa tak gorąco się domagała (żeby była jasność - mnie przepraszać nie trzeba za te obelgi, których trochę padło z ust osób związanych z instytucjami samorządowymi). Bo cała reszta spraw opisanych w tekście to dane, które otrzymałam oficjalnymi drogami. A także reporterska fotografia rzeczywistości.
O 15-proc. bezrobociu informuje GUS, chyba nie oskarżycie tej instytucji o złe intencje wobec miasta i jego włodarzy? Mapę patologii i problemów społecznych zakreśloną w tekście opracowywałam na podstawie rozmów z funkcjonariuszami policji - także legionowskiej. Od policji pochodzą także statystyki przestępczości zawarte w tekście - z których wynika jasno, że jest ona bardzo niska. Pani rzecznik, pisząc list, powinna wcześniej dokładniej zapoznać się z inkryminowanym artykułem albo przeczytać go z większym zrozumieniem. Cytowane przez nią zdanie, że: "W Legionowie niebezpiecznie jest być młodym mężczyzną" zostało wyrwane z kontekstu. Jeśli go tam znów umieścić, okaże się, że sprawa dotyczy pewnej nadgorliwości - jak zarzucają niektórzy - policji, która z większą częstotliwością i nieustępliwością ma kontrolować i przeszukiwać mieszkańców pewnych kwartałów uznanych przez nią za niebezpieczne. Co jest zgodne z prawdą i logiką, prawda?
Kiedy chodzili państwo do szkoły, na lekcjach języka polskiego bywali pewnie dręczeni przez waszych nauczycieli pytaniami: "Co autor chciał przez to powiedzieć". To trudne pytanie. Bardzo mi przykro, że źle zostałam zrozumiana.
Otóż mój tekst nie był - z założenia - o problemach komunikacyjnych miasta, o których wspomina w liście pani Tamara Mytkowska. Zresztą, jak pisałam, te ronda całkiem nieźle się sprawdzają, ale naprawdę to całkiem inny temat niż ten, który starałam się ugryźć. Nie była to także w zamierzeniu tak lubiana przez wszystkich urzędników laurka wychwalająca osiągnięcia włodarzy, gdzie wyliczone zostałyby ich liczne sukcesy, budynki, które wznieśli lub zamierzają, tekst cytujący ich głębokie, złote myśli. Nie był to też tekst, który napisałam pod tytułem: "Legionowo jako takie, a jak nie takie, to jakie i dlaczego", wyliczający wszystkie za i przeciw, wspominający o architekturze, gospodarce, turystyce etc.
To był tekst o pewnych problemach społecznych (a także gospodarczych i związanych z bezpieczeństwem), które są w mieście od dawna, a ostatnio, na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, wybuchły z dużą siłą i sprawiły, że Legionowo, w niekorzystnym kontekście, znalazło się pod medialnym ostrzałem. Ja wiem, nikt nie lubi, kiedy ktoś mu zagląda do komórki, gdzie zgromadziło się kupę brudu, pajęczyn, hasają szczury, podczas gdy wolałby mu pokazać wypucowany salon. Tyle że, szanowni państwo, to nie jest wasze prywatne miasto, wasza prywatna komórka. Mam do niej prawo zajrzeć i wyciągnąć na światło dzienne to, co byście chcieli w niej ukryć. Jako dziennikarz, jako obywatel Polski i jako mieszkanka Legionowa. Nie, nie byłam w stanie policzyć osób, które w tych trudnych dniach zebrały się przed legionowską komendą. Swoje szacunki oparłam na słowach osób, które odpowiadają za bezpieczeństwo w mieście. A więc policjantów. Może się mylili w szacunkach. Ale to, czy było ich 300 czy 500 osób, nie stanowi wielkiej różnicy. Ważniejsze jest to, że tak wielu mieszkańców miasta zdecydowało się tam być. Nie rzucali kamieniami, po prostu tam byli. Dlaczego? Na to pytanie musicie sobie państwo sami odpowiedzieć, uczciwie.
Nie, pani rzecznik, nikt mnie nie zmusza do mieszkania tutaj. Przeciwnie, sama wybrałam to miejsce i tym bardziej mi zależy, żeby było jeszcze lepszym miejscem do życia. Dla wszystkich, także dla biedniejszych i z różnych powodów wykluczonych. Budowa orlika (też jest o nim w moim tekście, tak samo, jak o świetlicy na Kozłówce) tego problemu nie załatwi. Jak go rozwiązać? Mam nadzieje, że będziemy o tym poważnie rozmawiać. Jeszcze poważniej i konkretniej niż w środę na tzw. debacie.
Na koniec jeszcze jedno: drodzy legionowianie, nie przejmujcie się tak bardzo. Legionowo nie jest jedynym miejscem z problemami, one istnieją w każdym mieście. O tym zresztą pisali do mnie także czytelnicy z innych miejscowości: że w reportażu, niczym w zwierciadle, ujrzeli swoją miejscowość z jej podziałami. Które są u nich poważniejsze niż te, które opisałam. Więc możecie się napawać Schadenfreude, tak bliskim sercu wielu rodaków.
Legionowo nie jest jedynym miejscem z problemami, one istnieją w każdym mieście. O tym zresztą pisali do mnie także czytelnicy z innych miejscowości: że w reportażu, niczym w zwierciadle, ujrzeli swoją miejscowość z jej podziałami
@RY1@i02/2015/060/i02.2015.060.000001200.802.jpg@RY2@
Mira Suchodolska
sekretarz redakcji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu