Pendolino czy Pechdolino?
Miały być medale, ordery miały być. Zakup Pendolino miał odświeżyć wizerunek PKP, a pasażer poczuć luksus i wyjątkowość. To miał być wyznacznik wyższego standardu usług, tymczasem wciąż częściej jest obciachem. Niby limit wpadek się wyczerpał - skończyły się problemy z rezerwacją biletów, ale nadal jest ta sama prędkość jazdy co zwykłym ekspresem i niezwykle wysoka kara za brak biletu.
Pendolino pozostaje dyżurnym chłopcem do bicia, kukułczym jajem - bo nikt się do niego zbytnio nie przyznaje poza byłym ministrem, który nadzorował wdrażanie składów, a potem miał kłopot z umieszczeniem w zeznaniu majątkowym luksusowego zegarka. Mamy ciągnący się spór między producentem - Alstomem, a T-Mobile i PKP Intercity o instalację WiFi w składach. Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze. O to, kto zarobi na instalacji dostępowej montowanej w składach jeżdżących już od trzech miesięcy.
Pasażer płaci i wymaga. Wyższego standardu niż w pociągach typu EIC (w nich dostęp do internetu jest), bo przecież bilety na Pendolino są droższe i - przynajmniej teoretycznie - pociąg powinien podróżować szybciej, oczywiście z dostępem do internetu. Nie dziwią wolne miejsca w tych składach. Rynek zweryfikował walory Pendolino. Kto potrzebuje dojazdu tanio i w znośnych warunkach, z dostępem do internetu - wybiera inne składy albo komunikację autobusową. Brak WiFi to kolejny argument dla krytykujących Pendolino. O czym usłyszymy jutro?
@RY1@i02/2015/053/i02.2015.053.000000200.802.jpg@RY2@
Paweł Nowacki
zastępca redaktor naczelnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu