Metro? To ja już wolę toyotę
Toyota i-road
Jestem zafascynowany drugą linią metra, otworzoną w ubiegły weekend. Choć ją nie jechałem, ani nawet nie wszedłem na żadną z jej podziemnych stacji, to udało mi się poznać każdy centymetr liczącej 6,1 km trasy. Jak? W niedzielę metro zwiedzili wszyscy moi znajomi z Facebooka i nie omieszkali podzielić się tym ze mną i całym światem za pomocą słit foci na tle schodów, selfika z wnętrza wagonu i filmików z tunelu. Stąd mam dokładne wyobrażenie tego, jak wygląda najbardziej idiotyczna inwestycja w historii stolicy.
Intrygujący wydaje mi się przede wszystkim przebieg nowej trasy. Zaczyna się na rondzie Daszyńskiego, czyli w samym środku niczego. Co prawda swoje siedziby ma w tym miejscu kilka dużych banków i innych bogatych instytucji, ale podskórnie czuję, że ich pracownicy wolą dojeżdżać do swoich biur bmw i audi, a nie Alstomem. Inna stacja na tej trasie to Centrum Nauki Kopernik, co sugerować może, że podziemna kolejka ma obsługiwać wycieczki szkolne. Tyle że wprowadzenie do metra trzydziestoosobowej grupy dziesięciolatków wiąże się z dużym ryzykiem: pięciu spadnie na tory, dwóch ucieknie, trzech zepsuje bramkę, dziesięciu będzie paliło marihuanę, a reszta w tym czasie sprayem wypisze na wagonie "Nasz dyrektor robi herbatę z wody po pierogach".
Jest również przystanek Nowy Świat-Uniwersytet, który codziennie nad ranem będzie się zamieniał w studencką izbę wytrzeźwień. Weźmiemy tu udział w niecodziennych konkursach (np. kto nasika najdalej, stojąc na żółtej linii) i uzyskamy odpowiedzi na pytania nurtujące młodych ludzi na haju (ile osób mieści się na dachu wagonu?). Stadion Narodowy? Wziąwszy pod uwagę liczbę imprez, jaka się na nim odbywa, można sądzić, że stacja metra w tym miejscu będzie czynna przez pięć dni w roku. No i dojeżdżamy na Pragę, gdzie można dostać już tylko jedno - w mordę. I stracić przy tym portfel.
Reasumując, miasto zbudowało kolejkę dla bankowców, podpitych studentów, dzieciaków z podstawówek, piłkarzy, amatorów walk ulicznych i ludzi, którzy nie mają nic przeciwko byciu okradzionymi. Co gorsza, zainwestowaliśmy w technologię, która ma półtora wieku, a to tak, jakby przywrócić do łask lampy naftowe. I zapłaciliśmy za to prawie 6 mld zł. Realizacja każdego metra bieżącego inwestycji, która w dniu otwarcia była już zabytkiem, kosztowała milion złotych! Śmiem twierdzić, że te pieniądze można było spożytkować lepiej. Znacznie lepiej. Za 6 mld zł można by całkowicie zlikwidować korki, jednocześnie dając ludziom możliwość podróżowania autami i sprawiając, że każdego dnia dojeżdżaliby do pracy uśmiechnięci. A jestem tego pewien, bo ostatnio odwiedziłem Grenoble u podnóża francuskich Alp, gdzie funkcjonuje najnowocześniejszy system transportu publicznego na świecie. Pozwólcie, że w paru słowach wytłumaczę wam, jak on działa.
No więc każdy mieszkaniec ma w swoim smartfonie aplikację, w której zaznacza miejsce, do którego musi dotrzeć, a ona w ciągu kilku sekund dokładnie wylicza mu najbardziej optymalny wariant podróży. Mówiąc łopatologicznie: wskazuje, w jaki autobus, tramwaj, trolejbus wsiąść, gdzie, o której godzinie etc. Bierze przy tym pod uwagę natężenie ruchu, a dzięki nadajnikom GPS zamontowanym we wszystkich pojazdach pokazuje, gdzie aktualnie się one znajdują, jakie mają opóźnienia itp. Co więcej, cały system jest wspierany przez wypożyczalnie miejskich rowerów i samochodów elektrycznych. Czyli sugeruje wam nie tylko jazdę autobusem nr 522, lecz również autem, które możecie mieć za jedyne 2 euro na kwadrans lub 5 euro za godzinę. Równowartość 20 zł za godzinę jazdy samochodem, bez żadnych dodatkowych kosztów! Po prostu rezerwujecie w smartfonie wybrany pojazd, idziecie na jeden z kilkunastu rozrzuconych po całym mieście parkingów, odłączacie auto od stacji ładowania, wsiadacie, jedziecie, parkujecie na innym parkingu, podłączacie do ładowarki i tyle. I to wszystko wymyślili Francuzi! Ludzie, którzy do tej pory umieli tylko wymachiwać białymi flagami, palić kukły polityków i produkować auta o trwałości croissantów.
Czuję się w obowiązku, aby teraz napisać wam kilka słów o elektrycznej toyocie i-road, która stanowi część tego systemu. No więc jeżeli podejdziecie do niej jak do klasycznego pojazdu, postawicie ją w jednym rzędzie z taczkami ogrodowymi. Wsiadanie do niej przypomina zajmowanie miejsca w bębnie pralki. Środek pod względem jakości nie odbiega znacząco od wnętrza pudełka po margarynie. Zmieszczą się tu dwie osoby, ale tylko pod warunkiem, że ta druga - siedząca za kierowcą - nie ma nóg albo jest paprotką. Brakuje tu klimatyzacji, ogrzewania i radia, a także osiągów - prędkość maksymalna wynosi zaledwie 45 km/h. Ale sposób, w jaki jeździ ta popierdółka, sprawił, że bawiłem się za jej kierownicą lepiej niż w niejednym samochodzie sportowym. Z przodu są dwa koła, zaś z tyłu - tylko jedno (w dodatku to ono odpowiada za skręcanie). Im szybciej jedziemy, tym bardziej cała buda przechyla się na zakrętach. Efekt: śmiałem się na głos sam do siebie. Wydawało mi się, że driftuję na każdym zakręcie, a nawet wyjeżdżając z miejsca parkingowego! I ten dźwięk podczas przyspieszania - tylko elektryczne, cichutkie ziuuuuuuu... Ten minipojazd daje tyle frajdy i tak poprawia humor, że nie przeszkadzała mi absolutnie żadna z miliona jego wad.
Jeden i-road zajmuje tyle miejsca co fotel w klasycznym samochodzie kompaktowym. A ile kosztuje? Tego oficjalnie Toyota nie ujawnia, ale myślę, że przy dużym zamówieniu Warszawa mogłaby wynegocjować cenę rzędu 30 tys. zł za sztukę. I to za wersję z ogrzewaniem i uszczelkami w drzwiach zapobiegającymi dostawaniu się błota wprost na wasze nogi. To oznacza, że za 6 mld zł moglibyśmy mieć 200 tys. takich pojazdów. No, powiedzmy 150 tys. plus infrastrukturę - parkingi ze stacjami ładowania w każdej części miasta oraz smartfonową aplikację ułatwiającą organizowanie podróży. Jestem pewien, że za kilkanaście lat dokładnie taki standard transportu publicznego będzie obowiązywał we wszystkich cywilizowanych dużych miastach świata. A Warszawa będzie wówczas myślała o trzeciej linii metra - z Białołęki do Ząbek.
@RY1@i02/2015/050/i02.2015.050.000002600.803.jpg@RY2@
materiay prasowe
Toyota i-road
@RY1@i02/2015/050/i02.2015.050.000002600.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji
Łukasz Bąk
szef sekretariatu redakcji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu