Ten felieton zmieni twoje życie
To niewiarygodne - ale to prawda! Złap za poręcz fotela, wbij pięty w podłoże i wsuń głowę w ramiona, bo zaraz zacznie się taka jazda, że ci zdmuchnie kapelusz razem ze wstążeczką. Jak bardzo się zdziwisz, gdy przeczytasz? BARDZO. Wyobraź sobie, że idziesz ulicą jak gdyby nigdy nic, chodnik, przystanek, a tu nagle spada na ciebie z nieba krowa. Ze skrzydłami. W żółte kropki. I mówi ludzkim głosem: " uważajże, człowieku " . To jest mniej więcej stopień totalnego szoku, o jakim tu mowa! Aaaby doświadczyć dreszczu metafizycznego, nagłego kopa energii, przypływu wiary w ludzkość, słodkich kociaków w kieliszkach i ciężkiego wzruszenia, czytaj dalej (ZDJĘCIA!).
Sprostowanie: ten felieton nie zmieni twojego życia, nie będzie specjalnie zaskakujący, a zamiast zdjęć można tu jedynie zobaczyć znajome kształty liter na przybrudzonej bieli tła. Wątpię jednak, by ktoś się czuł rozczarowany brakiem fajerwerków. Jesteśmy wszak przyzwyczajeni do całkowitego rozdźwięku między zachętą a nagrodą. Bezlitosna zwodniczość zajawek i tytułów artykułów w internecie jest naszą codziennością. Linki w rodzaju "Zostawił ciastko na stole i stało się coś NIEWIARYGODNEGO" (zjadł je pies) czy "Jedno niepozorne słówko, dzięki któremu nie oprze ci się żaden ptak" ( " taś, taś " ) są naszymi drogowskazami w sieci i naszym informacyjnym chlebem powszednim. Gdzie się człowiek na monitorze nie obejrzy, tam walczą o skrawki jego uwagi za pomocą "clickbaits", czyli, jak chciałoby się to przetłumaczyć, przynęty na myszy. Buzzfeed, Upworthy, Clickhole, Dose.com, Idioci.pl, coraz częściej poważniejsze portale prześcigają się w hackingu ludzkiej ciekawości za pomocą coraz większych kontrastów, coraz hojniejszych obietnic, symulacji zachwytu, zawieszeń i niedopowiedzeń.
Krytyka pseudodziennikarstwa, które żyje z recyklingu treści i opatrywania je przynętami nadaktywnych tytułów, koncentruje się zwykle na niemoralności oszustwa, jakiego takie linki w pewnym sensie się dopuszczają. Czytelnik klika w dobrej wierze, ale zamiast oczekiwanego towaru dostaje okraszony mnóstwem reklam tombak. Z konsumenta, którym chce być, staje się wbrew swojej woli towarem (parą gałek ocznych, za którą płaci stronie internetowej reklamodawca). W rezultacie, kiedy zamiast supersposobu na zaprzyjaźnienie się z ptakami dostaje "taś, taś", czuje się wykorzystany. Jest w tym na pewno coś moralnie niepokojącego, chociaż trudno do końca rozwikłać sprawę winy (czy winny jest cyniczny sprzedawca reklam, umieszczający ser w pułapce, czy raczej bezmyślnie klikający, a może i winny, i poszkodowany są ofiarami systemu). Mnie jednak niepokoi coś innego, coś, czego eskalacja tytułów jest zarówno powodem, jak i symptomem. A mianowicie stopniowe odwrażliwienie na bodziec.
Nasza uwaga jest jednym z najcenniejszych towarów, a nasze działania (zwłaszcza konsumpcyjne) bezcennym zasobem - w związku z tym gros świata zewnętrznego koncentruje się na próbach ich zawłaszczenia. My z kolei reagujemy na te próby coraz bardziej ospale, bo jak cię trykają kijkiem pół dnia, to zaczyna ci to zwisać. Kiedyś miłośnikowi ptaków wystarczył link pod tytułem "Fajne ptaki". Rok później trzeba już było pisać "Najfajniejsze ptaki", dziś "Nieprawdopodobne ptaki, które zmienią twoje widzenie świata, a numer 17 sprawi, że spadniesz ze stołka na pysk". Eskalacja pokus jest funkcją geometrycznego przyrostu ich liczby i naszej desensytyzacji; ewolucja tytułów jest tego procesu ilustracją. Podobnie jak w przypadku pornografii: my się przyzwyczajamy, oferta się intensyfikuje, by wzbudzić chwilowy entuzjazm, który w przyszłości będzie trzeba dokarmić mocniejszą perwersją. Coraz trudniej o motywację do kliknięcia. Trudniej o ciekawość. Ptaki, które sprawią, że umrzesz, zobaczysz boskie światło i się obudzisz, numer 7 to murowany orgazm.
O naszą uwagę walczą też, niestety, kwestie o wiele istotniejsze niż fajne ptaki i zwyczajne felietony - kwestie polityczne, pomocowe, interwencyjne. Europa może właśnie stoi u progu wojny, prawie połowa ludzkiej populacji żyje w nędzy. Mimo wewnętrznej istotności same w sobie te sprawy nie stanowią wystarczająco atrakcyjnej przynęty na mysz. Wie o tym Emerson Spartz, król przynęt internetowych, którego ostatnie dziecko to Doze.com. Zapytany przez Andrew Marantza z magazynu "The New Yorker", dlaczego "Kony 2012" (półgodzinny film o afrykańskim liderze i przestępcy wojennym) nie sprawił, że Kony został pojmany, Spartz odpowiada: "Tak szczerze to nie śledziłem tego, jak cała sprawa przestała być głośna... Zwykle nie czytam zwykłych wiadomości. Są bardzo nudne. [...] Jeśli chciałbym opowiedzieć ludziom o Ugandzie, najpierw bym sprawdził, co się tam naprawdę dzieje, potem bym znalazł kilka naprawdę mocnych sformułowań i historii, takich, które wzbudzają emocje, i zrobił z tego góra trzyminutowy filmik".
A więc "To biedne dziecko w Afryce zobaczyło ciastko - nie uwierzycie, co się stało potem!" I: "Trzynaście powodów, dla których nie powinieneś iść do łóżka z Putinem, wybuchniesz śmiechem przy numerze 2". Taka modyfikacja istotnych informacji może być naszą jedyną szansą. Oczywiście do czasu, bo kiedyś nawet "Ta laska opowiada, dlaczego podnieca ją, jak facet głosuje w wyborach" może przestać wyciągać ludzi z łóżka w wyborczą niedzielę. Świat pod przynętą jest bowiem nieustająco szary. Ptak numer 17 ma parę niezłych piór i siedzi na gałęzi, lekko wkurzony, że mu robią zdjęcia. Nikt nie spada ze stołka, nikt nie ma orgazmu, świat toczy się dalej. W końcu to zrozumiemy, przestaniemy klikać w ogóle i, pozbawieni już wrażliwości na cokolwiek, zaczniemy się gapić w ścianę .
@RY1@i02/2015/045/i02.2015.045.00000170a.802.jpg@RY2@
Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam
etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu