Prawo w dżungli
Zwalniani pracownicy rezygnują z walki o etat albo odszkodowanie przed sądem. Tak jednoznacznie wynika ze statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości. Na tym jednak jednoznaczność w omawianej kwestii się kończy. Dalej już tylko ambiwalencja. Niby dobrze, że zwalniani przestają automatycznie - pod wpływem gwałtownych emocji - przypisywać pracodawcom jak najgorsze intencje. Niby dobrze, że na wokandę nie trafiają sprawy pieniaczy, którzy byłego szefa oskarżają nie tylko o bezprawne zakończenie zatrudnienia, lecz przy okazji także o niepłacenie za nadgodziny, mobbing i dyskryminację (w środowisku prawników nazywa się to pakietem zwalnianego). Rzec można wręcz, że stosunki pracy się cywilizują - firmy rzetelniej przykładają się do formułowania wypowiedzeń i zwalniają tylko wtedy, gdy mają pewność, że obronią się przed sądem. A podwładni nie biegną z pozwem do sądu w tym samym dniu, w którym wręczono im wypowiedzenie. Trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że to obraz tyleż idylliczny, co fałszywy. Stosunki pracy w Polsce dawno nie były bowiem tak nieucywilizowane jak obecnie. Potwierdza to armia samozatrudnionych, pracowników tymczasowych, zleceniobiorców i pracujących na czas określony. Może w tej dżungli, jaką staje się rynek pracy, tylko nieliczni mają czas, ochotę i pieniądze na walkę w białych rękawiczkach przed sądem. Reszta działa w myśl zasady: co było, to było, czas szukać nowego zatrudnienia. Tego nauczyła ich dżungla.
@RY1@i02/2015/037/i02.2015.037.000000200.802.jpg@RY2@
Łukasz Guza dziennikarz Gazety Prawnej
Łukasz Guza
dziennikarz Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu