Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Facetomaczenie

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Czym się pani zajmuje? - zapytał mnie kiedyś miły pan w bostońskim Starbucksie. - Ano filozofią - odparłam zgodnie z prawdą, bo nie dość, że się tym faktycznie zajmuję, to w dodatku właśnie czytałam artykuł w tym temacie. - A co pani czyta? To coś? Eee... to do niczego. Słabe. Fuj. Bzdura. Głupie! Cała filozofia, moja droga, to przypis do Heideggera - wyjaśnił pobłażliwie i z wujaszkowatą czułością poklepał mnie po plecach. - A pan to czym się zajmuje? - zaciekawiłam się. - Na poczcie pracuję - odparł mój rozmówca i dziarsko siorbnął kawę.

W historii tej może chodzić o wiele rzeczy - na przykład o to, że przy kawie łatwo o interesującą konwersację. Albo że filozofią można interesować się nie tylko z wysokości uniwersytetu, ale zewsząd, na przykład z poczty. Ale jest też w niej wątek mniej pozytywny: oto ewidentnie mniej kompetentny w temacie rozmówca dobitnie wyjaśnił mi, na czym polega to, czym zajmuję się ja. W angielskim powstało na to określenie: mansplaining. Mansplaining to niefrasobliwe tłumaczenie czegoś osobie, która jest de facto bardziej kompetentna. Niefortunny mentor tego nie zauważa, bo ma jakiś rodzaj przewagi społecznej i kompetencja drugiej strony po prostu nie mieści mu się w głowie. "Man", czyli mężczyzna - bo tak często tłumaczą świat panowie paniom.

Zauważyłam, że kobiety od razu rozumieją to pojęcie. Facetomaczenie, mężczyjaśnianie, chłopoświecanie, panoeksplikacja, samczowyłuszczanie czy jak to tam nazwiemy po naszemu, spotkało prawie każdą z nas. Pierwsza fenomen opisała Rebecca Solnit, której, mimo jej protestów, spotkany na przyjęciu samiec alfa wyjaśniał zawiłości książki, której autorką była ona sama. Ale facetomaczenie zdarza się wszędzie i nosi różne szaty. Na przykład szaty poparcia: ile to już kompetentnych kobiet rzucało pomysłami na seminariach, przedstawiało tematy na kolegiach redakcyjnych, wygłaszało tezy na zebraniach zarządu i opinie na rodzinnych spotkaniach po to tylko, żeby z przychylną protekcjonalnością podjął je jakiś dziarski kolega, szef czy wuj, doprecyzował, sparafrazował, wyjaśnił im, co mają tak naprawdę na myśli i tym samym publicznie zalegitymizował to, co powiedziały one (mężczyzna myśli, że pomógł nieco mniej "zdarnej" istocie, kobietę szlag trafia, bo sama by sobie poradziła lepiej, gdyby on jej nie przerwał). Najwyraźniej mansplaining widać na terenach typowo męskich. I tak chłopoświecają na przykład moją blond matkę inżyniera mechanicy samochodowi, kiedy tłumaczą jej cierpliwie, dlaczego muszą wymienić pół silnika, a ona się upiera, że wystarczy dokręcić śrubę (kiedy w końcu, wkurzona, sama dokręca rzeczoną śrubę i wszystko zaczyna działać, niezrażeni mechanicy zaczynają jej tłumaczyć, jakiego miała fuksa). Ale samczowyłuszczanie pojawia się też wszędzie tam, gdzie mężczyźni wiedzą lepiej, co powinny czuć kobiety: jakie tam molestowanie, to tylko klepanie po tyłku, jakie tam przerywanie, ja po prostu mówię głośniej, jaki tam mansplaining, po prostu mówię, jak jest. Odwrotną stronę zjawiska widać, gdy jakiś mężczyzna nagle zrozumie kwestię dla kobiet istotną i z miną Kolumba pisze o jakimś kobiecym problemie (Tak! To prawda, nie wierzyłem, ale kobietom przerywa się częściej! Molestowanie istnieje!). Niby fajnie, ale gdyby przyjął wcześniej do wiadomości opowieści kobiet, to by się teraz tak nie ekscytował (inna sprawa, że artykuł taki zwykle zbiera więcej klików niż analogiczny damskonapisany).

Po pierwsze, nie wszyscy mężczyźni tak robią. A ci, którzy tak robią, robią tak tylko czasami. Większość nie jest niczemu winna: podstępność facetomaczenia polega na tym, że nie jest świadome; nie wynika więc bezpośrednio ze złej woli. Założenie o ignorancji, słabości lub potencjalnym błędzie rozmówcy jest automatyczne; niektórych z nas świat całe życie utwierdza w poczuciu przewagi, czyniąc to przy tym tak subtelnie, że bierzemy to za naturalną część rzeczywistości. Mężczyźni mieli tysiące Einsteinów, kobiety tylko parę Skłodowskich - nic dziwnego, że rozmówca Solnit nie mógł pojąć, jak niepozorna kobitka mogła napisać przełomową książkę. A po drugie: nie robią tego tylko mężczyźni. Brak równowagi w stereotypach wiarygodności występuje nie tylko na osi mężczyzna - kobieta, ale także, na przykład, klasa średnia - biedota, biały - kolorowy, heteroseksualista - gej. To my, ludzie z kontami, wiemy lepiej, jakie problemy mają ci, którzy żyją na krawędzi nędzy; ba, wiemy, co, jak i kiedy powinni zrobić (wziąć się w garść). To panowie z żonami najlepiej potrafią wyjaśnić gejom, jak tak naprawdę dotyka ich brak związków partnerskich (podpowiedź: mniej niż się im, gejom, wydaje). Każdy z nas czasem komuś tłumaczy i tłumaczą coś każdemu z nas. Subtelne procesy społeczne kontrolują pointę konwersacji. Jedni mają kapitał wiarygodności, siłę przebicia i prawo do prawdy, inni są podejrzani, niezbyt rozgarnięci, ich opinie mniej miarodajne i pewnie nie rozumieją sami siebie.

Jest więc takie zjawisko. I co z tego? Ano, dużo. Jak pisała Solnit, wiarygodność jest instrumentem przeżycia (wiedzą o tym na przykład ofiary przemocy domowej). Kompetencja jest źródłem pozycji, tak społecznej, jak i finansowej (w końcu podwyżkę dostanie ten, kto wygląda na ojca pomysłu, a nie ten, który coś tam pisnął w kącie). Dlatego wewnętrzne przekonanie jednej grupy, że wie lepiej niż druga, może mieć o wiele gorsze konsekwencje niż wkurzenie przypadkową rozmową w Starbucksie. Mansplaining to pojęcie, które warto poznać, żeby się samemu sprawdzać. I zadawać sobie wciąż pytania: Czy wysłuchałem swojego rozmówcy? Czy nie wyjaśniam mu czegoś, o czym on może wiedzieć tyle samo, coś innego lub więcej? I najważniejsze: Czy starałem się go zobaczyć poza stereotypem; czy dałem mu wystarczający kredyt zaufania ?

@RY1@i02/2015/020/i02.2015.020.00000240a.802.jpg@RY2@

Karolina Lewstam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Karolina Lewstam

 etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.