Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Ukradłem trzy złote

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Kia Soul EV

Czy zwróciliście uwagę, że ostatnie lata mijają nam pod znakiem litery "e"? Rząd robi e-administrację, mamy też mieć e-zdrowie, palimy e-papierosy, kupujemy e-bilety, wypełniamy e-PIT-y, czytamy e-książki, opłacamy e-faktury, dzieci uczą się z e-podręczników. Jeszcze chwila i będziemy mieli e-śnieg, nosili e-spodnie, jedli e-klerki, jeździli na wakacje do E-giptu, a rządziła nami nieporadnie będzie E-wa.

Trochę mnie ta komputeryzacja przeraża. Obawiam się, że pewnego ranka mój zegarek okaże się mądrzejszy ode mnie, zaś odkurzacz, który jest wykorzystywany do pracy tylko przez 5 minut dziennie, przez pozostałe 1435 minut będzie prawił mojej żonie komplementy tak, że w końcu mnie dla niego zostawi. Nie będę umiał skorzystać z toalety, w butelkach whisky pojawią się elektroniczne zabezpieczenia, które uniemożliwią mi nalanie sobie więcej niż jednej szklaneczki dziennie, natomiast moje dzieci będą miały więcej tematów do rozmowy ze swoimi pluszakami niż ze mną. Nie wierzycie? Córka dostała niedawno coś, co nazywa się Furby i wydaje się inteligentniejsze niż niektórzy ludzie, których znam. Potrafi odpowiedzieć na pytanie, jak się czuje, poprosić o przytulenie, zaśpiewać coś, a nawet - wybaczcie - puścić bąka. I robi to wszystko z sensem, zależnie od sytuacji, w jakiej obecnie się znajduje. Poproście go np. o to, żeby po sobie posprzątał, a zrobi to, co moja córka - odwróci się i uda, że niczego nie słyszał. Jestem pewien, że kolejną generację tego czegoś będzie można zamówić w kształcie kota dowolnej rasy - będzie się łasiło, korzystało z e-kuwety, mruczało, ale nie będzie gubiło sierści, niszczyło mebli i rzygało kłaczkami na świeżo zmienioną pościel.

Gdy mówimy o rzeczach na literę "e", nie sposób pominąć e-samochodów. Chodzi o EV, czyli electric vehicles, pojazdy zasilane prądem elektrycznym. Pamiętam, jak pięć lat temu przejechałem się jednym z pierwszych tego typu aut dostępnym oficjalnie na polskim rynku - mitsubishi i-MiEV. Czułem się, jakbym prowadził pudełko po butach podłączone do dwóch bateryjek R6. Miałem świadomość, że w razie wypadku przed obrażeniami chroni mnie wyłącznie wata, tektura i ślina ludzi, którzy to wszystko składali do kupy. A to wszystko za - o ile dobrze pamiętam - 160 tys. zł. Jak się pewnie domyślacie, i-MiEV nie zdobył popularności. A Mitsubishi zapłaciło wysoką cenę za chęć bycia pionierem. Pozostałe koncerny wyciągnęły z tego wnioski i zamiast naprędce pokazywać, co elektryzującego mają nam do zaoferowania, wycofały się do swoich garaży i w ich zaciszu dopracowały technologię. Efekt jest zdumiewający. Rok temu jeździłem bmw i3, które jest piekielnie wręcz dobre - komfortowe, szybkie, praktyczne, a przejechanie nim 100 km kosztuje 7-8 zł. Wtedy też po raz pierwszy zrozumiałem, że motoryzacja będzie ewoluowała właśnie w tym e-lektrycznym kierunku. Kolejny dowód na to zyskałem w tym tygodniu.

Pamiętacie być może opis kii soul sprzed kilku tygodni. Napisałem, że jest świetna, ale niestety nie oferuje silnika i skrzyni, które byłyby w stanie mnie usatysfakcjonować. Wyobraźcie sobie, że parę dni później odebrałem telefon z Kii z propozycją przejechania się wersją tego auta zasilaną wyłącznie prądem. "Zaraz, zaraz - pomyślałem - nie potraficie połączyć diesla z automatem, wasze benzyniaki mają temperament dżdżownicy, a twierdzicie że ujarzmiliście wysokie napięcie?". Byłem więcej niż pewien, że Koreańczycy wyprodukowali odkurzacz w rozmiarach samochodu i próbują wmówić światu, że właśnie dokonali przełomu. A pięć minut później, już prowadząc soula EV, obmyślałem, skąd wziąć pieniądze, żeby go kupić.

Zacznijmy od tego, że wrażenia z przyspieszania samochodem, który nie wydaje z siebie absolutnie żadnych dźwięków, w którym nie ma przełożeń skrzyni biegów ani czegoś, co ludzie z "Auto Świata" nazywają turbodziurą (brzmi jak tytuł periodyku dla bardzo dorosłych i bardzo niegrzecznych), są niebywałe. Zrozumiecie to tylko, jeżeli lataliście szybowcem. Albo potraficie rozpędzić się rowerem do 100 km/h w 10 sekund. Ewentualnie jeżeli jesteście głusi.

Po przejechaniu 25 km byłem zachwycony. I postanowiłem "zatankować" soula. Wpiąłem go w gniazdko w garażu podziemnym, gdzie mieści się nasze biuro, i przez trzy godziny "ukradłem" prąd wart 3 zł. W tym czasie naładowanie baterii zwiększyło się z 30 do 56 proc., a zasięg z 30 do 77 km. Przepraszam zarządcę biurowca, ale naprawdę nie miałem innego wyjścia - bez tego nie dojechałbym do oddalonego o prawie 40 km Grodziska, gdzie mieści się mój dom. Jak znam swoje szczęście, zapewne stanąłbym gdzieś w szczerym polu z padniętymi bateriami i w aucie, i w telefonie. Nie mógłbym zatem wezwać pomocy. Odnaleziono by mnie dopiero rano, w dodatku w stanie przypominającym lodową rzeźbę. Siłą rzeczy nie zjawiłbym się w pracy i nie napisał tego felietonu, co naraziłoby mojego pracodawcę na straty. By je zbilansować, musiałby wynająć tańsze biuro, na czym oczywiście straciłaby także firma zarządzająca budynkiem.

Jestem pewien, że to mnie doskonale usprawiedliwia. Oraz że nie będziecie źli, jeżeli w przyszłości również zdarzy mi się podkraść parę kilowatogodzin. Mam tylko jedną małą prośbę: zainstalujcie, proszę gniazdko trójfazowe. Bo z takiego u mnie w domu udało się naładować soula do pełna w zaledwie 5 godzin. Wówczas po mieście można realnie przejechać 150-200 kilometrów. Poza miastem to niewykonalne - jazda autostradą z prędkością 140 km/h zakończy się po ok. 100 kilometrach. Nie pobiegniecie wtedy na stację z kanistrem w ręku. Nie zatrzymacie pierwszego lepszego kierowcy z prośbą, by przepompował wam trochę swojej cennej bezołowiówki. Pozostanie wam tylko laweta albo czekanie, aż ktoś podrzuci wam na miejsce awarii jeden z bloków z elektrowni w Bełchatowie.

Nie zmienia to faktu, że soul EV jako miejskie auto jest genialny. Cichy, tani w użytkowaniu, praktyczny, a przy tym wszystkim daje dziwną frajdę z jazdy nieporównywalną z żadnym innym autem. Dziwną, bo nie wiem, czy ma ona związek z odczuciami przy przyspieszaniu, czy może z tym, że całość wydaje się zaskakująco lekka. A może to zasługa wnętrza wykonanego z trzciny i innych ekologicznych paskudztw? Naprawdę nie mam pojęcia. Ale wiem, że soula EV zapragnie każdy z was. Ale Kia niekoniecznie zechce wam go sprzedać. Na razie bada rynek. W Niemczech już zbadała i wyszło jej, że będzie sprzedawała swój elektrowóz za 30 tys. euro. Czyli u nas miałoby to być 120 tys. zł. W tym miejscu mam prośbę do wszystkich, którzy mają toyoty RAV-4, nissany quashquaiaqquiia (czy jakoś tak) oraz mitsubishi outlandery - i tak 95 proc. czasu jeździcie swoimi wielkimi SUV-ami po mieście. Zamieńcie je na soula EV, a to, co oszczędzicie na paliwie, wydajcie na podróże za miasto koleją bądź samolotem. Znikniecie z autostrad, a ja będę mógł śmigać do Grodziska autostradą w bmw M3 z taką prędkością, jakbym dostał telefon, że mój e-odkurzacz właśnie dobiera się do mojej żony.

@RY1@i02/2015/005/i02.2015.005.000001100.805.jpg@RY2@

Kia Soul EV

@RY1@i02/2015/005/i02.2015.005.000001100.806.jpg@RY2@

Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji

Łukasz Bąk

szef sekretariatu redakcji

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.