Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Kobieta i lepsze życie

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Lata 50. w mitologii amerykańskiej to świat rozkloszowanych spódnic i zamieszkujących je wiotkich kobiet uzbrojonych w papierosa, martwy uśmiech i jabłecznik. Jeśli ktoś wątpi, że życie tych pań było feministycznym koszmarem, niech zajrzy do artykułu Rebeki Onion ("Lock Up Your Wives", Aeon.co), która analizuje ówczesną kolumnę porad małżeńskich z amerykańskiego pisma instytucji "Ladies Home Journal". Onion przytacza na przykład poradę udzieloną "Elsie" i "Joshowi". Otóż Elsa ("Gdy Josh bije mnie lub poniża przy dzieciach i sąsiadach, chcę się zwinąć w kłębek i umrzeć") powinna "dać Joshowi to, czego on chce od ich małżeństwa i w ten sposób pomóc mu kontrolować jego emocje". Onion przytacza dziesiątki takich porad. Widać z nich, że według "LHJ" kryzys małżeństwa to wina kobiety i to ona powinna się była opamiętać, zanim zacznie narzekać na brak czułości, zbyt ciężkie obowiązki czy podbite oko. Tym to straszniejsze, że "LHJ" było czytane niemal w każdym domu, a dostępu do innych typów dyskusji spraw intymnych nie było.

Jak wtedy rzeczy się miały w Polsce? Zupełnie inaczej. Zajrzałam do starych roczników "Kobiety i Życia" (w latach 50. jeszcze jako "Moda i Życie"). Przekartkowałam porady pielęgnacyjne (pomarszczoną szyję trzeć szorstką szmatą, a potem przecierać tamponem namoczonym w wódce) i wykroje (garsonka z welwetu, garsonka z wełny, garsonka do teatru i garsonka do biura). W numerze z 20 stycznia 1952 r. natknęłam się na list niejakiej Celiny J.

"Przed urodzeniem dziecka bywaliśmy z mężem zawsze razem i wspólnie spędzaliśmy czas wolny od pracy - pisze Celina. - Przed pół rokiem zostałam matką. (...) Wyrzekłam się życia pozadomowego, nie bywam nigdzie - ani u przyjaciół, ani w kinie czy w teatrze". Może miałaby więcej czasu, ale jej mąż w ogóle nie poczuwa się do pomocy przy dziecku: "Uważa, że pielęgnacja małej - naszej małej - należy wyłącznie do mnie". Sam trybu życia nie zmienił, bo, jak mówi, "Po co mamy oboje nudzić się w domu?".

Celinę taki stan rzeczy denerwuje, ale nie odczuwa winy z powodu własnego wkurzenia. Mówi trzeźwo: "Przecież dziecko jest nasze wspólne. I wspólne są radości, jakie nam daje". Wykazuje też zrozumienie szkodliwych mechanizmów psychologicznych, jakie taka sytuacja uruchamia: "(...) Gorycz, jaka gromadzi się w moim sercu, robi ze mnie osobę rozdrażnioną i niezadowoloną. Poza tym obawiam się, że brak kontaktu z ludźmi, brak rozrywki, zuboży mnie umysłowo i zostanę daleko w tyle za mężem, który ma czas na czytanie, teatr, rozmowy z ludźmi". Bunt Celiny jest według niej usprawiedliwiony, choć nie dotyczy spraw wagi ciężkiej (na przykład przemocy), ale rzeczy tak trywialnych jak kino czy kawa z przyjaciółmi. O ile lepiej niż u Elsy i Josha! Nikt nikogo nie poniża przy sąsiadach, a jeśliby spróbował, to miałby się z pyszna, bo widać, że Celina wie, czego chce, i łatwo ze swoich praw nie zrezygnuje. Takich świadomych, pochylonych ku feminizmowi postaw w "MiŻ" jest pełno.

Tak, wiem - nie ma się z czego cieszyć, bo feminizm PRL-u był kreowany przez mężczyzn, służył zapędzaniu kobiet na traktory i wyrównywał wymagania zawodowe, nie rewolucjonizując tradycyjnych domowych stosunków. Jest więc ten feminizm niczym więcej niż powierzchowną propagandą systemu. Ale nie zmienia to faktu, że kobieta "MiŻ", mimo że zainteresowana urodą, zupami i garsonką, wydaje się być nieco bardziej osobą niż jej amerykańskie odpowiedniczki. Propaganda daje jej chwilowo szansę na podmiotowość.

Trend szybko się jednak odwrócił. I kiedy Ameryka zaczyna przyswajać "Mistykę kobiecości" Betty Friedan, "KiŻ" traktuje kobiety jako strażniczki domowego ogniska. Artykuły dobrze reprezentujące pismo na przełomie lat 60. i 70. to "Marynarze o kobietach" Janiny Waluk albo "Kobieta i matematyka" Marii Banasiak. Autorka pierwszego pyta marynarzy, czym według nich jest kobiecość. "Kobiecość - odpowiadają wilki morskie - oznacza delikatność, wrażliwość, dbałość o urodę, również jednak opiekuńczość w stosunku do mężczyzn, a także pewną uległość oraz bezwzględną wierność". A czy kobiety powinny pracować? Raczej nie, a jeśli tak, to dlatego, że "Jak [kobieta] nie siedzi bezczynnie w domu, to jej głupie myśli nie przychodzą do głowy". Czy mogą pracować na statkach? "Można zatrudnić je w dziale hotelowym, bo są czyściejsze, bardziej dbają o porządek oraz lepiej niż mężczyźni przyrządzają posiłki". Autorka próbuje doprawić te rewelacje szczyptą dystansu, ale na taki gar nonsensu potrzeba by go co najmniej jeszcze ze trzy garście. W artykule o matematyce antykobiecej amunicji dostarczają same zainteresowane. Profesor matematyki Helena Rasiowa mówi o uzdolnionych studentach: "Wśród utalentowanych słuchaczy i słuchaczek wydziału przeważają jednak chłopcy, którzy wykazują więcej pomysłowości i inwencji niezbędnej w pracy twórczej oraz większą pasję do dociekań i rozwiązywania problemów". Potem wypowiada się dr Monika Karłowicz ("Jest, jak mówią Francuzi, »kobietą kieszonkową«, bardzo młodą i bardzo wdzięczną. Patrząc na nią, można by przysiąc, że ma się przed sobą humanistkę"): "Matematyka wymaga bardzo dużej koncentracji. Mężczyźni mają umiejętność oddzielania pracy od życia emocjonalnego, kobiety tego nie umieją".

Dziś przeciętna polska Celina jest daleko w tyle za amerykańską Elsą. Elsa ma prawa reprodukcyjne, realne możliwości sądowej walki z dyskryminacją i społeczną akceptację własnej krucjaty; Celina przoduje tylko w kwestii urlopów macierzyńskich. Ale Celina może sobie czytać stare numery "KiŻ" i zastanawiać się: a co by się stało, jeśli trend, rozpoczęty niegdyś przez PRL-owską propagandę, nie odwróciłby się, ale parł do przodu? Gdzie byłyby polskie kobiety dziś? I czego mogłyby nauczyć kobiety z Ameryki?

@RY1@i02/2015/005/i02.2015.005.000001500.802.jpg@RY2@

Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Karolina Lewestam

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.