Czterdzieste urodziny ekonomii wudu
To było niemal równo 40 lat temu. W grudniu 1974 r. w słynącej z dobrych steków waszyngtońskiej restauracji Dwa Kontynenty spotkało się czterech panów. Nie grali w brydża. Jeden z nich coś tłumaczył, kreśląc na serwetce jakieś gryzmoły. Pozostali machali głowami. Z ekonomicznego punktu widzenia trudno w minionym półwieczu znaleźć bardziej doniosłe wydarzenie.
Kim byli faceci przy stoliku? Dwaj z nich to Dick Cheney i Donald Rumsfeld. Wtedy dwaj najbliżsi doradcy republikańskiego prezydenta USA Geralda Forda (spotkają się potem w bardzo podobnej roli u boku George’a W. Busha). Trzecim był Jude Wanniski, wpływowy redaktor i komentator ekonomiczny dziennika "Wall Street Journal". Ale na serwetce kreślił ten czwarty - Arthur Laffer. Dość młody (34 lata) ekonomista dowodzący, że obniżki podatków mogą być zbawienne dla gospodarki. Tak na dobrą sprawę Laffer nie miał na poparcie swojej śmiałej tezy żadnych twardych dowodów. Nie przeprowadził badań empirycznych w 20 krajach na przestrzeni ostatnich 50 lat. Aby dowieść swojej racji, narysował na serwetce dość prosty wykres przypominający symetryczny pagórek. Na dole były stawki podatkowe, z boku wpływy fiskalne. Ekonomista pokazywał, że do pewnego momentu podwyżki podatkowe faktycznie napełniają budżet państwa. Ale po przekroczeniu pewnego optimum przyczyniają się do spadku aktywności ekonomicznej, co nieuchronnie skutkuje spadkiem podatkowych wpływów. Najwyższy poziom podatku dochodowego w USA wynosił wtedy 70 proc. i był - zdaniem Laffera - zbyt wysoki.
Jego argumentacja trafiła na podatny grunt. Amerykańska gospodarka tkwiła bowiem w poważnej recesji. Pierwszej tak głębokiej od wielkiego kryzysu lat 30. Na styku ekonomii i polityki trwało nerwowe poszukiwanie nowych pomysłów na przywrócenie dynamiki dochodu narodowego, do której Ameryka przyzwyczaiła się w latach 50. i 60. A to, co proponował Laffer, faktycznie było inne. Przecież przez cały okres powojenny triumfy święcił w USA (i nie tylko tam) konsensus keynesowski. To znaczy przekonanie, że jak wzrost słabnie, to rząd powinien pobudzić go za pomocą wydatków publicznych. Laffer proponował jednak odwrócenie tej logiki. Jego zdaniem gospodarka zwolniła bynajmniej nie z powodu niedostatku po stronie popytu. Tylko niedostatków podażowych. Uważał, że zbyt wysokie podatki oraz regulacje zniechęcają ludzi do produkowania. Zasiane wtedy ziarno zakiełkowało już po kilku latach. Gdy idąca po władzę ekipa Ronalda Reagana uczyniła z krzywej Laffera jeden ze swoich ekonomicznych artefaktów. Uzasadniający znaczące obniżki podatkowe, które republikanie faktycznie wówczas przeforsowali. Neoliberalna logika podażowa została potem skopiowana w wielu krajach świata. Efekt jest taki, że dziś większość rozwiniętych gospodarek ma dużo niższe stawki podatkowe niż na początku lat 70. A wysoki poziom długu publicznego to tylko naturalna konsekwencja takiego stanu rzeczy.
Najciekawsze jest jednak to, że krzywa Laffera od początku była i pozostała do dziś tylko teoretycznym konstruktem. Dogmatem pozwalającym ekonomistom i politykom określić, po której stronie barykady aktualnie się znajdują. Liberałowie (ci w znaczeniu europejskim) uważają ją za pewnik i będą potrafili wskazać przykłady świadczące o istnieniu bezpośredniego związku pomiędzy podatkowymi obniżkami a zwiększeniem gospodarczej dynamiki. Krytycy Laffera odpowiedzą jednak odpowiednio wieloma przykładami pokazującymi coś dokładnie odwrotnego. Mają oni nawet coś w rodzaju antylafferowskiej księgi pamiątkowej. W której można wyczytać, że: "Obniżki podatków powodują spadek dochodów budżetowych. To jedyne, czego możemy być pewni" (Austan Golsbee). "Może i działa to na serwetce, ale niestety nie w USA" (Anil Kashyap). "Jak coś nie zadziałało w przeszłości, to nie zadziała i dziś. Sorry, Laffer" (Kenneth Judd). Nawet republikanin George Bush senior (potem wiceprezydent u Reagana) podejściu lafferowskiemu nie dowierzał, nazywając je "ekonomią wudu". I bądź tu, człowieku, mądry.
@RY1@i02/2015/001/i02.2015.001.000000200.101.jpg@RY2@
Rafał Woś dziennikarz DGP
Rafał Woś
dziennikarz DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu