Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie ufaj politykom? Raczej sondażom

27 czerwca 2018

Stany Zjednoczone mają najlepsze uniwersytety na świecie. Co roku pierwsza dziesiątka wszystkich najważniejszych zestawień jest zdominowana przez uczelnie z tego kraju. Przez sam Harvard przewinęło się w sumie ośmiu prezydentów, 60 żyjących miliarderów i 150 noblistów. Podobnie jest z mediami. Mimo kryzysu na rynku prasowym, w USA są najsilniejsze redakcje. Takie, które wciąż stać na biura za granicą, zatrudniające prawdziwych korespondentów. I takie, dla których piszą najwybitniejsi publicyści. W 2014 r. w Stanach Zjednoczonych - jak podaje Pew Research - wydawano 1331 gazet codziennych.

Biorąc to wszystko pod uwagę, warto zastanowić się nad tym, jakiej jakości są dostępne nam narzędzia do badania społeczeństw i analizowania polityki. Czy możemy nadal im ufać, czy raczej jesteśmy zdani na socjologię zdroworozsądkową? W dwóch ustabilizowanych anglosaskich demokracjach - Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych - zawiodły sondaże, przewidywania mediów i bukmacherów, wreszcie analizy ekspertów z dziedziny nauk społecznych. Najpierw niespodzianką okazały się wybory parlamentarne na Wyspach, w których wbrew badaniom torysi zdobyli samodzielną większość. Potem niespodzianka brexitowa. Niedługo po niej w USA zwyciężył kandydat, któremu nie dawano szans na sukces.

Rozjazd między sondażami a rzeczywistością można zrozumieć w Mołdawii, która prezydenta wybierała wczoraj. Ale nie w USA i Wielkiej Brytanii. Mołdawia nie ma najlepszych na świecie uniwersytetów, sondażowni i zamożnych redakcji. Oligarchowie zamawiają tam badania, które mają potwierdzić ich tezy na temat faworytów. Potem są one lansowane na łamach sprzyjającej im prasy. Anglosaskie demokracje są pluralistyczne. Dziennikarze są wolni w wygłaszaniu swoich opinii. Media nie oszczędzają na sondażach, a gdyby nawet tak było, kiepska jakość dawałaby niespójne rezultaty. Tymczasem z 16 ostatnich sondaży różnych ośrodków żaden nie przewidział sukcesu Trumpa. Na tej podstawie "New York Times" do ostatniej chwili dawał jego rywalce 80 proc. szans na zwycięstwo.

Przestrzelenia w przewidywaniach nie da się wytłumaczyć jedynie tym, że ze wstydu ludzie odpowiadają nieszczerze. W Stanach Zjednoczonych ani Wielkiej Brytanii nikt nie karze za poglądy. Zresztą deklarowanie radykalnych haseł i sprzyjanie antyestablishmentowym nurtom jest ostatnio wręcz w modzie. Niemniej zawsze wówczas, gdy mamy do czynienia z pełzającą antyestablishmentową rebelią, sondażownie ponoszą klęskę za klęską. A przecież profesjonalni socjolodzy potrafią (potrafili?) uwzględniać w badaniach także czynnik nieprawdziwych deklaracji i odpowiednio kalibrować dostępne narzędzia. Dlaczego zatem straciliśmy zdolność do rozpoznawania trendów społecznych i politycznych? A może lepiej zapytać inaczej: czy właściwie kiedykolwiek mieliśmy taką zdolność?

@RY1@i02/2016/219/i02.2016.219.000000400.801.jpg@RY2@

Zbigniew Parafianowicz

 zastępca szefa działu ekonomia i społeczeństwo

@RY1@i02/2016/219/i02.2016.219.000000400.802.jpg@RY2@

Michał Potocki

szef działu opinie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.