Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Podanie do urzędu wyślemy online i w formie nagrania wideo Prezes zarządu już nie ucieknie z tonącego okrętu

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Ludzie dostaną urząd online czynny 24 godziny na dobę i siedem dni w tygodniu. W dogodnym dla siebie czasie i bez konieczności wychodzenia z domu będą w nim mogli załatwić z dowolnego miejsca na ziemi niemal wszystkie urzędowe sprawy. Z poziomu kanapy w dużym pokoju - informuje Ministerstwo Cyfryzacji. Cudownie, już widzę siebie na kanapie, jak o dwunastej w nocy wysyłam e-mail do swojego urzędu, by dostać odpowiedź, a z czasem e-mailową decyzję. Albo jeszcze inaczej. Po co mam pisać? Do e-maila dołączę nagranie wideo, w którym przedstawię swoją prośbę bądź stanowisko w sprawie. Nie, ja wcale nie fantazjuję. Ja tylko zestawiam komunikat MAC z wchodzącą dziś w życie ustawą o usługach zaufania oraz identyfikacji elektronicznej z unijnym rozporządzeniem eIDAS. To ostatnie wprowadza zakaz ignorowania e-dokumentów i docelowo dąży do pełnej, elektronicznej komunikacji z urzędami, i to nie tylko polskimi. Zdaniem minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej zmieni to na dobre obraz polskiej administracji. Pewnie w Warszawie czy w innej dużej aglomeracji tak, ale czy na prowincji, w małych miasteczkach i gminach? W stolicy już pracują nad portalem samoobsługowym e-usług, który kompleksowo ma uwzględniać profil zaufany ePUAP, eIDAS, kartę miejską oraz konta społecznościowe. Cały projekt to koszt 12 mln zł. Ale nie patrzmy przez pryzmat Warszawy. Dziś korespondencja elektroniczna to w znacznej części samorządów ok. 2 proc. całej korespondencji. I większość samorządowców potwierdza, że nieszybko się to zmieni. O tym, jakie problemy z komunikacją elektroniczną sygnalizują i nad czym w obliczu nowych przepisów muszą zacząć pracować - w części Samorząd i Administracja.

A na stronach Firma i Prawo coś, o czym musi wiedzieć każdy menedżer. Otóż ucieczka ze statku, który tonie, nie zwalnia go z odpowiedzialności, i co istotne, można ją ponieść nawet w związku z długami, które powstały po tym fakcie.

O co chodzi? O istotną uchwałę Sądu Najwyższego, która w dużym uproszczeniu stanowi tak: wobec członka zarządu, który wolał uciec z bankrutującej firmy niż złożyć wniosek o jej upadłość, można orzec zakaz prowadzenia działalności nawet na 10 lat, ale co istotne, wyeliminowanie z obrotu gospodarczego może nastąpić z inicjatywy wierzyciela, który stał się nim długo po takiej niechlubnej ewakuacji. To pierwsze orzeczenie, z którego wynika, że odpowiedzialność można ponieść za należność, która powstała pod auspicjami kogoś innego. Czyli teraz menedżer bankrutującej spółki dwa razy się zastanowi, zanim ucieknie z tonącego okrętu.

@RY1@i02/2016/195/i02.2016.195.183000100.801.jpg@RY2@

Marta Gadomska

redaktor naczelna Tygodnika Gazeta Prawna

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.