Maskarada
Samorządy grają w petycje, ale incognito i nie zawsze czysto
Na macierzyńskim i rodzicielskim podwójne życie i podwójny zarobek
Co zrobić, by parlament w ekspresowym tempie rozpatrzył nasze pomysły na zmiany w prawie? Złożyć petycję. Ale na pytanie, czy każda ma obywatelski charakter, odpowiadam - nie każda. Czy można bowiem nazwać petycją obywatelską tę, którą składa w imieniu samorządu (działając także incognito!) urzędnik gminy... Dokument w Sejmie bądź w Senacie składa niby prywatnie, ale bynajmniej nie występuje w interesie mieszkańców, a przynajmniej nie zawsze. Przykład? Bardzo proszę: postulat w sprawie pobierania opłat za parkowanie pojazdów w soboty. Inicjatywa zmiany w prawie wychodzi od gminy, ale pismo w tej sprawie wnosi urzędnik - oczywiście jako obywatel. Dokładnie chodzi o zmiany w ustawie o drogach publicznych, a ten urzędnik to osoba zajmującą się sprawami poboru opłat za użytkowanie dróg publicznych w jednej z gmin. No i mamy tu (nie)mały szkopuł... Wnoszona przez niego petycja na pewno nie jest obywatelska - działa wręcz na niekorzyść mieszkańców gminy, bo jeśli się przebije, to będą oni ponosić dodatkowe koszty.
Ta cała maskarada się rozkręca, bo przedstawiciele samorządów odkryli, że petycje to sposób na szybkie przeforsowanie swoich legislacyjnych interesów. W końcu powinny być rozpatrzone bez zbędnej zwłoki, nie później niż w terminie trzech miesięcy od ich złożenia. Zatem polityczni decydenci nie mają wyjścia i w tym krótkim czasie muszą albo wszcząć prace legislacyjne, albo propozycję odrzucić. Po co zatem tracić nerwy i lobbować na rzecz swoich pomysłów na Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, skoro można prościej, i to z dużo, naprawdę dużo, mniejszym zaangażowaniem. Pod petycją samorządy wolą się nie podpisywać bezpośrednio, bo zawsze to lepiej wygląda, jak o zmiany w prawie walczy obywatel. Wtedy są większe szanse na powodzenie. Cóż, jeśli cel uświęca środki, to jest to nawet do przyjęcia, choć nadal pozostaje niesmak i pytanie o etykę - szczególnie gdy burmistrz gminy lub kierownik referatu, składając dokument, utajnia swoje dane. A mamy podejrzenie, że tak bywa.
Nikt nie ma wątpliwości, że ustawa o petycjach jest narzędziem robienia polityki, ale nie zwalnia to nikogo z zachowania transparentości swoich działań. W końcu wszyscy chcemy wiedzieć, kto stoi za przekuciem pomysłu w ustawę. Nie będzie wtedy żadnych podejrzeń i pytań o etykę. Zapraszam do lektury części samorządowej.
A na stronach kadr i płac poradnicza gratka dla tych, którzy wybierają się na urlop macierzyński, mając niecne zamiary, by w tym czasie dorobić - bywa, że nawet u konkurencji. Czy tak wolno? O tym w najnowszych stanowiskach Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Państwowej Inspekcji Pracy i resortu rodziny.
@RY1@i02/2016/185/i02.2016.185.18300010a.801.jpg@RY2@
Marta Gadomska
redaktor naczelna Tygodnika Gazeta Prawna
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu