Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Sądy: kolejny krok do (r)ewolucji. Oświata: dostają różne pensje, choć uczą tak samo

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Do konserwatywnego świata sądów wkracza nowoczesność. Już po raz drugi, bo od 2010 roku mamy przecież e-sądy. O ile w pierwszym roku działalności założono w nich nieco ponad 690 tys. spraw, o tyle już w zeszłym roku było ich 2,4 mln. A to chyba najlepszy dowód na to, że cyfryzacja sądownictwa jest pożądana, a obowiązujące od wczoraj zmiany w kodeksie postępowania cywilnego idą w dobrym kierunku.

W jakim? Dążymy do tego, by ze wszystkimi sądami kontaktować się przez internet. Docelowo pisma procesowe mamy składać w formie elektronicznej. Docelowo, bo na korzystanie w pełni akurat z tego nowatorskiego rozwiązania musimy jeszcze poczekać, i to może nawet trzy lata.

Jednak już teraz sąd będzie stosował wideokonferencje, a strony, świadków i biegłych wezwie na rozprawy telefonicznie. To nie wszystko. Nowelizacja procedury cywilnej to także zmiany w samym postępowaniu egzekucyjnym. Od wczoraj komornik szybciej zablokuje konto dłużnika i częściej ściągnie z niego pieniądze. Nie musi już miesiącami czekać, aż wpłynie tam w sumie ponad 12 tys. zł (tyle mniej więcej wynosiła bowiem dotychczas kwota wolna od egzekucji z rachunku bankowego). Teraz dłużnikowi zostawi tylko 75 proc. minimalnej pensji, czyli ok. 1500 zł, choć w każdym miesiącu odrębnie. Ciekawe jest też to, że za jakiś czas zacznie działać elektroniczna licytacja ruchomości. Zostawmy jednak sądownictwo i zmiany w kodeksie postępowania cywilnego. Więcej na ten temat w części Firma i Prawo.

Teraz proszę wyobrazić sobie taką sytuację: jest dwóch nauczycieli, każdy z nich uczy w szkole podstawowej, korzystając z tej samej podstawy programowej. Organizacyjnie i merytorycznie ich praca się nie różni, a uczniowie też są tacy sami. Mimo to nauczyciele ci mają różne pobory i pracownicze przywileje. Jeden ma lepiej, a drugi gorzej. I wszystko to w świetle prawa, a o dyskryminacji w zatrudnieniu (pewnie większość z was o niej od razu pomyślała) nie ma mowy! To o co chodzi? O pracodawcę, który ich zatrudnia. Jeśli jest nim prywatny podmiot, to mają gorzej. Pracują bowiem na podstawie kodeksu pracy albo i nie, bo oferuje im się co najwyżej umowę cywilnoprawną. Inaczej, gdy pracodawcą jest jednostka samorządowa. Wtedy jest na bogato, bo przecież za takim nauczycielem stoi Karta nauczyciela.

Sytuacja absurdalna, szczególnie że obydwie placówki korzystają z państwowych pieniędzy. Czy wobec tego sytuacja prawna obu pedagogów powinna być zrównana? To pytanie retoryczne. Dyskutować powinniśmy tylko o tym, czy zastosować do wszystkich kartę, czy po prostu ten kontrowersyjny akt prawny wreszcie zlikwidować...

Zapraszam do lektury!

@RY1@i02/2016/175/i02.2016.175.183000100.801.jpg@RY2@

Marta Gadomska

redaktor naczelna Tygodnika Gazeta Prawna

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.