Dziennik Gazeta Prawana logo

Taleb? Wreszcie warto!

27 czerwca 2018

Ponieważ będzie o Nassimie Talebie, to pozwolą państwo, że na początek trochę go sparodiuję. I opowiem o sobie. Bo właśnie to - opowiadać o sobie - ten libańskiego pochodzenia amerykański trader-filozof lubi najbardziej.

Miałem wątpliwą okazję przeczytać wszystkie książki Taleba, które ukazały się dotąd po polsku. Tak się zdarzyło, że u nas były wydane w odwrotnej kolejności do ich publikacji w oryginale - na początku dostaliśmy więc "Antykruchość". Po jej lekturze uznałem, że autor to nadęty bufon i ćwierćinteligent. Pozująca na Sokratesa XXI w. śmiertelnie nudna i odrażająca kreatura. Taleb potrzebował kilkuset stron, by sprzedać nam mądrości, że "łańcuch jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo". I że tej zasady powinni się trzymać wszyscy: od wymiataczy z Wall Street komponujących portfele inwestycyjne po decydentów politycznych. Szczerze się potem zdziwiłem, że "Antykruchość" została uznana za najlepszą książkę zagraniczną 2014 r. w naszym redakcyjnym konkursie Economicus. Bo ja sam głosowałem całym sercem przeciwko niej.

Potem był "Czarny łabędź". Pamiętam, że recenzując go, musiałem się przed Talebem ukorzyć (a tak naprawdę przed czytelnikami tych recenzji). Bo to była książka niezła. Dopiero czytając ją, doceniłem, że Taleb to jednak oczytany gość zdolny do wyrzucenia z siebie co jakiś czas ciekawej myśli. Nadęty bufon, ale interesujący. "Łabędź" był opowieścią o sytuacjach nieprzewidywalnych, które nadchodzą i rozbijają wszystkie plany i strategie. To była książka dużo głębsza i bardziej przemyślana niż "Antykruchość". Albo odwrotnie. "Antykruchość" była popłuczynami po "Czarnym łabędziu". Dlatego gdy dawaliśmy wydawcy Taleba naszego Economicusa za 2015 r., nie byłem już taki zdziwiony.

Aż wreszcie, idąc wspak, doszliśmy do "Zwiedzionych przez losowość". A więc chronologicznie pierwszej głośniej książki Nassima Taleba. Czytając ją (a czytam zwykle w komunikacji miejskiej), musiałem wyglądać bardzo dziwnie. Aż jeden ze współpasażerów zapytał mimochodem: "Aż takie dobre?". Bo owszem, to jest bardzo dobre. W porównaniu z "Antykruchością" proporcje między talebowską bufonadą a erudycją odwróciły się diametralnie na korzyść tej ostatniej (i czytelnika też). "Zwiedzeni.." jest świetną i wciągającą opowieścią o tym, że nie potrafimy przewidywać przyszłości. Ani nawet rozumieć tego, co się wokół nas dzieje. Ale się z tym nie godzimy. I udajemy. Wznosząc wielkie świątynie nauki, analiz i ekspertyzy. Podczas gdy tak naprawdę nasze wnioski przypominają taką oto opowieść: "Obserwuję od lat prezydenta USA Baracka Obamę. Dokonałem w tym okresie tysięcy pomiarów. Z każdego wyszło mi, że Obama żyje. W związku z tym mój wniosek jest taki, że Barack Obama jest nieśmiertelny". Intrygujące? Przerażające? Pociągające? To poczytajcie najnowszego Taleba. Tym razem wreszcie warto. ©?

@RY1@i02/2016/044/i02.2016.044.000003600.802.jpg@RY2@

Nassim Nicholas Taleb, "Zwiedzeni przez losowość", Kurhaus Publishing, 2016

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.