Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Sejmowy pośpiech legislacyjny, czyli dobra wiadomość dla zbieraczy haków wszelkiego sortu

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

W trakcie krótkiego (co stało się zwyczajem ostatnich tygodni) procesu legislacyjnego Sejm uchwalił ustawy legitymizujące policję i inne służby specjalne do stosowania technik operacyjnych wkraczających w prywatność. Gdyby parlament nie zdążył zrobić tego przed początkiem lutego, nie mielibyśmy w tym zakresie żadnego niemal aktu normującego. Dotychczas obowiązujące przepisy zakwestionował w lipcu 2014 r. Trybunał Konstytucyjny, a czas, który dał rządzącym na uchwalenie nowego prawa, mija 6 lutego. Gdyby minął bezskutecznie, służbom albo nie wolno by było nic, albo wolno by było wszystko. A obie możliwości są nie do zaakceptowania. Pierwsza skutkowałaby paraliżem, druga bezhołowiem - choć właściwie to żadna różnica.

Sejm stosowną ustawę uchwalił 15 stycznia 2016 r. W dacie, kiedy piszę ten felieton, czeka ją jeszcze debata senacka, co (znając dużą giętkość i solidarność większości w izbie wyższej - podobną do tej w izbie niższej) nie uzasadnia spodziewania się istotnych - czy wręcz jakichkolwiek - zmian w sejmowym dorobku. Należałoby się więc cieszyć z uchronienia przed paraliżem (czy też bezhołowiem).

Czy to jednak wystarczające powody do zadowolenia? O tym, iż nie wszyscy będą się cieszyć, świadczy choćby wynik sejmowego głosowania nad ustawą nazwaną "inwigilacyjną". Wyjątkowy w ostatnim czasie okazał się bowiem jednolity sprzeciw wobec projektu ustawy wszystkich - poza formacją rządzącą - ugrupowań sejmowych. Pewnym rechotem historii zupełnie najnowszej jest to, że uchwaleniu ustawy sprzeciwiali się teraz posłowie reprezentujący formację, która - jako rządząca - zignorowała wagę wyroku Trybunału Konstytucyjnego z połowy 2014 r. Przez ponad rok nie znalazła czasu, odwagi, a może chęci na przeprowadzenie porządnego procesu legislacyjnego, aby na koniec zasłonić to ignorowanie wątpliwym - podobnie jak uchwalony obecnie poselski - projektem senackim. Oba marginalizowały konstytucyjne prawo do wolności i ochrony tajemnicy komunikowania się. Projektodawcy zlekceważyli intencje orzeczenia (w szczególności zawarte w uzasadnieniu) trybunału, a także - co stało się już przykrym standardem - opinie środowisk konsultowanych.

Trzeba przyznać, że przyjęta przez Sejm ustawa wykazała w kilku przypadkach pewną skłonność do ograniczenia nieuzasadnionego i niedookreślonego (co do okoliczności i sposobu) wkraczania służb w prywatność i odejścia od niektórych "zakusów" zawartych w projekcie. Nadal jednak nie daje ona normatywnych gwarancji, iż zapisane w art. 49 konstytucji RP osobiste prawo wolności i tajemnicy komunikowania będzie każdemu zapewnione. A o to zapewnienie wszak w ustawie zasadniczej chodzi najbardziej. Ustawa nadal nieprecyzyjnie określa przypadki, w których ograniczenie tajemnicy komunikowania się (szczególnie przy wykorzystaniu internetu) będzie dopuszczalne, podobnie jak niewyraźnie wyznacza dopuszczalne sposoby ingerowania w te tajemnice. Nie zaprzeczali temu do końca nawet postulatorzy obecnej wersji ustawy. Nie wiem jednak, czy szczerze - czy jedynie z ironią graniczącą z cynizmem - wyjaśniali, że jeżeli coś będzie działo się źle, to się ustawę w przyszłości poprawi (czytaj: doprecyzuje). Zanim to doprecyzowanie nastąpi, dopuszcza się więc swobodę interpretacyjną tym, których działania inwigilacyjne ustawa legalizuje. Jest ich zaś wielu, bo służb, które zasłużyły na zwyczajową i jakże ekscytującą nazwę "specjalnych", u nas pod dostatkiem, a nawet ponad stan. Potencjalnie więc chętnych do skorzystania ze ścieżki przecieków z uzyskanych i podsłuchanych tajemnic - również będzie wielu. Może to dobra wiadomość dla niektórych dziennikarzy śledczych i wszelkiego sortu zbieraczy haków. To jednak za mało, aby cieszyć się z rzeczonej ustawy.

Strażnikiem konstytucyjnego prawa ochrony tajemnicy komunikowania się w większym stopniu niż dotychczas pozostawać będą sądy. Prawdą jest bowiem, że wchodząca na dniach w życie ustawa dość znacznie rozbudowuje ich kognicję w tym zakresie - tak w stosunku do obecnie obowiązujących przepisów, jak i poprzednich projektów. Chcę ufać w przyszłą praktykę orzeczniczą i w to, że dzięki niej - tam gdzie muszą i powinny - tajemnice, nie tylko zawodowe, nie pozostaną bez tajemnic.

©?

Rechotem historii jest to, że ustawie sprzeciwiała się formacja, która przez ponad rok nie znalazła czasu i odwagi, by przeprowadzić rzetelny proces legislacyjny

@RY1@i02/2016/016/i02.2016.016.18300080a.803.jpg@RY2@

Dariusz Sałajewski

prezes Krajowej Rady Radców Prawnych

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.