Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Domy weselne już mamy

26 września 2017
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Nie krytykuję potrzeby zwrócenia uwagi na innowacyjność i przestawienia gospodarki na taką drogę, jednakże szaleństwo innowacyjności i towarzyszący mu szum nie powinny zasłaniać poważnych problemów związanych z inwestycjami w start-upy

W ostatnim czasie ogarnęło nas szaleństwo. Nie można otworzyć gazety, strony internetowej, które mają jakikolwiek związek z gospodarką, aby nie pojawiały się start-upy. Od razu pragnę oddalić ewentualny zarzut, że mają one niewiele wspólnego z prawem. Dotychczas przez start-up rozumieliśmy taki podmiot, który rozpoczyna działalność gospodarczą (nie nazywamy go jednak rozpoczynającym, bo zdaniem wielu po angielsku lepiej brzmi). Skoro rozpoczynający działalność, to niewątpliwie najbliższym prawnym desygnatem tego pojęcia jest zdefiniowany w art. 104 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej mikroprzedsiębiorca (zatrudnienie średnioroczne w ostatnich 2 latach obrotowych mniejsze niż 10 pracowników i obrót roczny lub suma aktywów nieprzekraczająca 2 mln euro). Trudno od razu przyjąć, że start-up będzie to mały lub średni przedsiębiorca (art. 105, 106 przywołanej ustawy). Prowadzenie działalności gospodarczej w normalnej sytuacji polega na tym, że zaczynamy od początku, startujemy, chyba że rozpoczęcie nowej działalności następuje przez inwestycje kapitałowe podmiotów już istniejących. Tymczasem pojęcie start-upu już nie oznacza rozpoczynającego czy startującego, ale definiowane jest jako "organizacja, która w swym założeniu ma być odmienna od dotychczas stosowanych w danej branży standardów i która poszukuje dofinansowywanego modelu biznesowego". Po prostu chodzi o głodnych pieniędzy innowatorów. Problemem jest jednak owa innowacyjność. Nie umniejszając nikomu niczego, Polska jest co najwyżej średnio innowacyjnym krajem, mimo zapewnień władz o mocarstwowości w tym zakresie.

Nie krytykuję potrzeby zwrócenia uwagi na innowacyjność i przestawienia gospodarki na taką drogę, jednakże szaleństwo innowacyjności i towarzyszący mu szum nie powinny zasłaniać poważnych problemów związanych z inwestycjami w - jak to określono - start-upy.

Moda na nie przejawia się przede wszystkim w tym, że ze wszystkich stron pojawia się oferta finansowania start-upów. Na plan pierwszy poszły fundusze europejskie (szacuje się, że to ok. 24 proc. ogólnych środków na ten cel), państwo i jego struktury "zależne" (Skarb Państwa, Polski Fundusz Rozwoju, Bank Gospodarstwa Krajowego czy spółki z udziałem Skarbu Państwa, m.in. Bank PKO BP, PKN Orlen, PZU). Nawet Poczta Polska chce finansować start-upy. Nie dziwmy się, skoro w Izraelu finansują je agencje wywiadu. Choć tam, ze względu na bardzo wysoki poziom innowacyjności, może to być niegłupie. Inwestuje wreszcie kapitał prywatny pochodzący z funduszy inwestycyjnych, głównie najróżniejsze fundusze typu ventures capitals czy też aniołowie biznesu.

W związku z tym pojawiły się gigantyczne sumy, które mają zmienić Polskę w eldorado. Z pieniędzy unijnych Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości przeznaczyła na start-upy 1,481 mld zł; w programie unijnym Rozwój Polski Wschodniej przeznaczono 541,7 mln zł; Narodowe Centrum Badań i Rozwoju dysponuje kwotą 2,5 mld zł. Z unijnych pieniędzy utworzony został budżet Start in Poland, gdzie za 3 mld zł ma do 2023 roku powstać 1,5 tys. podmiotów tworzących wysokiej jakości innowacyjne technologie. Tym budżetem w dużej części zarządza Polski Fundusz Rozwoju.

Nie silę się na obliczanie łącznych kwot przeznaczonych na start-upy ze wszystkich źródeł, ale chciałbym zwrócić uwagę na problem efektywności wydawanych środków. Już powyższy przykład Polskiego Funduszu Rozwoju wskazuje, że tylko utworzenie, ale już nie utrzymanie przy życiu czy sukces jednego przedsiębiorcy pochłonie 2 mln zł! Problemem jest jednak to, że jak twierdzą eksperci, na rynku przetrwa tylko jeden na 10 start-upów, a uzyskanie przez te podmioty sukcesu kapitalizacji powyżej 1 mld zł w okresie poniżej 10 lat jest, jak się podkreśla, niemożliwe.

Dlatego dużo bardziej interesujące powinno być kryterium utrzymania się na rynku, utrzymania lub zwiększenia liczby miejsc pracy, a nie tylko powstanie podmiotu. W przeciwnym razie z koncepcji start-upów pozostanie efekt podobny do tego, jaki został osiągnięty w przypadku finansowania głównie domów weselnych (projekty dobrze napisane i to wystarczyło), zamiany biur tłumaczeń na działalność hotelową (argumentowano, że biuro tłumaczeń powinno mieć bazę do tłumaczeń, więc otrzymało pieniądze na wybudowanie hotelu i prowadzenie restauracji).

Te zmarnowane pieniądze pochodzą nie tylko z początków członkostwa w Unii. W kolejnym okresie przyszła moda np. na inkubatory przedsiębiorczości. Powstawały wszędzie i na każdy temat. Tylko teraz w większości z nich hula wiatr, a beneficjenci środków (po upływie tzw. okresu trwałości, tj. 3-5 lat) po prostu robią dobry interes, sprzedając nieruchomości, na które otrzymali pieniądze z UE. Ze start-upami może być podobnie.

Mniej obawiałbym się o instytucje prywatne, tj. aniołów biznesu czy fundusze inwestycyjne. Tam decydować będzie pomysł i rzeczywista innowacyjność. Myślę, że przede wszystkim w sferze technologii, bo zapewni to inwestorowi sukces i rozwój. Ale bardzo się obawiam o finansowanie z gigantycznych przecież środków publicznych: UE, państwa czy jego struktur zależnych. Tu liczyć się będzie przede wszystkim dobrze przygotowany od strony formalnej wniosek. Jeśli będzie dobry, argumentacja na ewentualnych prezentacjach profesjonalna, to czemu nie. Ale czy ktoś pomyślał o tym, aby wnioski takie nie były oceniane przez urzędników niemających pojęcia o biznesie, którym się wydaje, że coś wiedzą, ale nigdy nie wystawili faktury? Nawet gdyby dzielący unijne i publiczne pieniądze chcieli to sprofesjonalizować, to skąd wezmą armię ludzi na tyle doświadczonych, aby oceniać składane wnioski? A przecież kolejnym problemem jest to, że w 95 proc. przypadków nawet jeżeli jest bardzo dobry pomysł, to jego autorzy nie wiedzą, jak go przełożyć na zarobek, biznes, jak w pewnej perspektywie czasowej go rozwijać.

Nie traćmy nadziei na to, że rządzący zostawią nam Polskę nie murowaną, lecz zdigitalizowaną, start-upową i innowacyjną. Boję się jednak, że na końcu będzie jak z domami weselnymi i nikt nie będzie pamiętał ani jak rozdzielano pieniądze, ani kto to robił. Porażka jak zwykle będzie sierotą.

Nawet Poczta Polska chce finansować start-upy. Nie dziwmy się, skoro w Izraelu finansują je agencje wywiadu. Choć tam, ze względu na bardzo wysoki poziom innowacyjności, może to być niegłupie. Polska jest jednak co najwyżej średnio innowacyjnym krajem, mimo zapewnień władz o mocarstwowości w tym zakresie

@RY1@i02/2017/186/i02.2017.186.07000070a.802.jpg@RY2@

fot. materiały prasowe

Prof. zw. dr hab. Andrzej Kidyba

kierownik Katedry Prawa Gospodarczego i Handlowego na UMCS w Lublinie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.