Dlaczego Elżbieta I nie chciała latającego wrzeciona
Dla wielu ekonomistów esencją tej dziedziny jest analizowanie mechanizmów konfliktu. W skrócie: skoro każdy zasób jest rzadszy niż zapotrzebowanie na niego, ludzkość musi opracować system podziału tego zasobu pomiędzy zainteresowane strony. Fajnie, gdyby ten sposób był optymalny, czyli nie generował strat związanych z konfliktami lub ich unikaniem. Jednym z takich sposobów jest zdefiniowanie praw własności oraz cen pozwalających przenosić własność. Choć całość wydaje się prosta, łatwa i przyjemna, sprawy zaczynają się komplikować, gdy trzeba zdefiniować cenę czegoś, co nie jest przedmiotem wymiany. Jak określić sposób wyceniania globalnie wartości świeżego powietrza dzięki pracującym na rzecz całego globu tropikalnym płucom lasów Amazonii? Jak skłonić np. Chińczyków, korzystających ze sfotosyntetyzowanego tam tlenu, by zamiast kupować wyceniane w prosty sposób na rynku drewno z Amazonii płacili za pozostawienie w niej nieściętych drzew?
W modelowaniu ekonomicznym pojawia się wyimaginowany "centralny planista", znający doskonale preferencje wszystkich i pełen wachlarz dostępnych opcji, który kieruje gospodarkę w rejony bardziej korzystne, niż gdyby mechanizmy rynkowe funkcjonowały samodzielnie. Posiadając magiczną wiedzę, dotyczącą tego na przykład, jak wartościowy jest dla nas piękny krajobraz za oknem, centralny planista zapewni, by cena nieruchomości odzwierciedlała tę wartość. I tak dla wszystkich dóbr i usług, pracy, kapitału, podatków itp. Jeśli zastosujemy wystarczająco złożoną matematykę, centralny planista uwzględni nawet to, że rodzimy się i umieramy, oraz że jakąś niezerową wagę przypisujemy do dobra naszych dzieci, nawet po naszej śmierci. Optymalnie wybierze nawet, w jakie technologie inwestować, a w jakie mniej lub wcale, biorąc pod uwagę to, jak uzupełniają się nawzajem.
Jakkolwiek wydawałby się czarujący, centralnego planistę trudno przenieść z modelu do rzeczywistości. Po pierwsze, dość trudno dowiedzieć się od ludzi, ile jest dla nich wart akurat widok za oknem (a nie np. lokalizacja nieruchomości, układ pomieszczeń itp.). Pomimo rozwoju metod wyceny dóbr nierynkowych z rzadka można je zastosować do prowadzenia polityki gospodarczej. Po drugie, czasem pozyskiwanie doskonałej wiedzy jest zbyt kosztowne nawet dla centralnego planisty, bo korzyść całego społeczeństwa z tytułu "lepszej" decyzji nie przeważy kosztu tejże z powodu konieczności zebrania danych. Po trzecie, świat charakteryzuje niepewność: optymalne rozwiązanie dziś może stać się nieoptymalne za rok, gdy zmaterializują się nieznane pechy i trafy. Po czwarte, czasem pozyskanie wiedzy jest w ogóle niemożliwe, bo nie da się stworzyć warunków, w których dla ludzi optymalne byłoby ujawnienie swoich preferencji.
Te cztery powody czynią ekonomię ściśle związaną z naukami politycznymi: nie ma rozwiązań idealnych, więc muszą być takie, na które ludzie przystaną. Tak oto dla ekonomii narodziła się analiza podejmowania decyzji przez społeczeństwa (zbiorowe podejmowanie decyzji). Jednym z bardziej popularnych sposobów podejmowania decyzji w gospodarkach rozwiniętych (podkreślmy: chodzi o rozstrzyganie, co wybrać, a nie kto ma rację) jest mechanizm demokracji. Od początku lat 90. ubiegłego wieku w ekonomii pojawiło się wiele poważnych modeli konfliktu sił i sposobów ich rozstrzygania (m.in. Dani Rodrik, Harvard). Mechanizmy głosowania, ograniczona racjonalność, prywatny i społeczny koszt głosowania - wszystkie te kwestie da się rozebrać na czynniki pierwsze (m.in. François Bourguignon, wieloletni główny ekonomista Banku Światowego). W połączeniu z innymi mechanizmami można na przykład analizować, czy władza autokratyczna preferuje lepiej czy gorzej wykształcone społeczeństwa i dlaczego (Edward Glaeser i Andrei Shleifer, Harvard). Można także analizować, jaką rolę w rozwoju gospodarczym mają poszczególne atrybuty konstytucji i innych ustaw (James Buchanan za te badania dostał Nagrodę Nobla). Wreszcie można szukać powiązań pomiędzy innowacją i rozwojem a sposobami podejmowania decyzji, dla uproszczenia zwanymi często sprawowaniem władzy. W historii ludzkości przez większość czasu o możliwych zmianach decydował ten, kto miał władzę... ale tylko tak długo, jak długo był w stanie tę władzę utrzymać. Zazwyczaj utrzymanie władzy wiązało się z inicjowaniem i ułatwianiem przemian i źle kończyła większość tych, którzy sprawę widzieli inaczej. Źle kończyły także społeczeństwa, którymi władali.
W książce pod znamiennym tytułem "Dlaczego narody przegrywają" Daron Acemoglu (MIT) i James Robinson (University of Chicago) pokazują, jak wciąż i od nowa przegrywały te narody, w których mechanizm podejmowania decyzji utrudniał złapanie wiatru historii. Ani caryca Katarzyna, ani Franciszek Józef I, ani Karol I nie byli przekonani do koncepcji kolei: szybkie i tanie przemieszczanie się ludzi wydawało się im pomysłem dziwacznym, a może nawet niebezpiecznym. Elżbieta I nie chciała w Zjednoczonym Królestwie systemowego patentowania, bo uważała, że to od niej powinno zależeć, kto ma prawo do czerpania zysków. Nie chciała też latającego wrzeciona, bo jej zdaniem ludzie musieli mieć zajęcie, dziergając pończochy na drutach, inaczej popadliby w rozpustę albo, co być może gorsze, w działalność opozycyjną. Wreszcie Bill Gates odmówił rozwijania wyszukiwarki internetowej, bo uważał, że to on, za pomocą IE Channels (ktoś je w ogóle jeszcze pamięta?), będzie kierował zainteresowaniem użytkowników internetu. Korzystając z władzy absolutnej, obrócili swoje włości pod wiatr historii, powstrzymując rozwój w Anglii, Rosji, Austro-Węgrzech i w Microsofcie. Co prawda po Austrii jeżdżą dziś wspaniałe koleje o jednej z najgęstszych w Europie sieci, ale nie da się powiedzieć tego samego o terenach dawnego Imperium Rosyjskiego. Microsoft zaś do dziś nie wrócił do gry w internecie.
Acemoglu i Robinson mówią, że do tego, by narody nie upadały, potrzeba tylko dwóch małych składowych: prawa wszystkich grup społecznych do podejmowania i wdrażania innowacji, które pomagają im poprawić własną sytuację, oraz mechanizmów chroniących każdą grupę społeczną przed negatywnymi skutkami innowacji przeprowadzanych przez pozostałe. W skrócie: mechanizmów rozstrzygania, co wybrać (a nie kto ma rację). Czyli demokracji... ⒸⓅ
@RY1@i02/2017/175/i02.2017.175.000001500.801.jpg@RY2@
Joanna Tyrowicz
ekonomistka
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu