Najpierw Ameryka, później długo nic
Protekcjonizm, izolacjonizm i niechęć do imigrantów - dla PiS retoryka Donalda Trumpa brzmi swojsko. Powinien nas jednak martwić sposób, w jaki prezydent USA myśli o globalnej gospodarce
It''s a done deal. Takimi pewnie słowami Donald Trump przez lata kończył swoje interesy. Biznes robił w branży nieruchomości, wydawał książki, stworzył markę wódki, produkował słodycze, a nawet steki firmowane własnym nazwiskiem. Teraz majątkiem wartym przeszło 3,5 mld dolarów, który dał mu 544. lokatę na liście najbogatszych świata magazynu "Forbes", zarządza trójka jego dzieci. Sam jako 45. prezydent USA nie zamierza jednak porzucić biznesowego charakteru, któremu zawdzięcza sukcesy w interesach. Podczas krótkiej wizyty w Polsce zawarł kolejny deal. Dostarczył nam zapewnień, że jesteśmy wspaniałym narodem i wielkim przyjacielem USA, oraz nadziei na stopniowe uniezależnienie się od rosyjskiego gazu. My jemu zaś - wiwatujący tłum i spijających słowa z jego ust kilkunastu przywódców państw Trójmorza.
Donald Trump jest wyczulony na reakcje tłumu. Gdy słuchacze są przyjaźnie nastawieni, sam odwdzięcza się pełnymi werwy przemówieniami i czaruje urokiem osobistym. W Warszawie miał okazję naładować baterie przed szczytem G20 w Hamburgu. Tam dowodów miłości nie znajdzie zbyt wielu. Protekcjonistyczną retoryką w handlu międzynarodowym zraził do siebie Chiny i Niemcy. Nasi sąsiedzi zza Odry mają mu za złe wypowiedzenie porozumienia klimatycznego z Paryża, a większość członków Unii Europejskiej spisanie na straty największego porozumienia gospodarczego świata - umowy TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership). Rosjanie zaś liczyli na złagodzenie sankcji i przynajmniej na razie się przeliczyli.
Dobry Wuj Sam
Donald Trump ma niezwykłą zdolność mnożenia frontów walki. Fala krytyki spada na niego od Nowego Jorku przez Brukselę po Pekin. Zaczęła się razem z pierwszymi słowami, jakie wygłosił w trakcie wyścigu o prezydencki fotel, i z każdym dniem jego prezydentury wzbiera.
Potępienie wszystkiego, co zostawili poprzednicy, walka z mediami i zarzucanie im manipulacji, antyimigrancka retoryka, sprzeciw wobec elit politycznych, chłodne relacje z sędziami, marzenia o odbudowie gospodarki nawet kosztem relacji z kluczowymi partnerami handlowymi. Brzmi swojsko. Tak w dużym skrócie wygląda polityczna narracja Donalda Trumpa i... Jarosława Kaczyńskiego.
Nad Wisłą nie jest fetowany wyłącznie jako przywódca najpotężniejszego kraju świata, lecz także jako człowiek, który tworzy nadzieję, że polityka PiS trafi do globalnego mainstreamu. Tłumaczył to serwisowi Politico Jeremy Shapiro, pracownik administracji Baracka Obamy, dzisiaj analityk think tanku European Council on Foreign Relations, a wiedzę czerpał z rozmów z polskimi urzędnikami i ekspertami. Usłyszał od nich, że wizyta Trumpa to dla nas "głos zaufania" i możliwość nawiązania dwustronnego "szczególnego związku" z USA. Jeszcze prościej widzimy to w Polsce.
- Trump nie boi się mówić bardzo jasno i wyraźnie tego, co mówi rząd PiS, że trzeba zająć się sprawami obywateli, że trzeba dbać o swój narodowy interes, że kapitał ma narodowość - mówiła w przeddzień wizyty amerykańskiego prezydenta premier Beata Szydło i dodawała, że "te pseudoelity, które próbowały zdominować rzeczywistość, dzisiaj są z tego niezadowolone".
"America first"
Amerykański protekcjonizm spędza dzisiaj wielu osobom sen z powiek, szczególnie Niemcom i Chińczykom. Prezydent USA deklaruje, że ochroni amerykański przemysł przed konkurencją zagraniczną, a narzędziem tego będą cła nakładane na importowane towary. My takich instrumentów nie mamy, ale w warstwie słownej liderzy PiS mocno akcentują niechęć i nieufność do kapitału zagranicznego. Tego, który wykupił polskie "srebra rodowe" w "złodziejskiej prywatyzacji".
Nie chcemy firm przychodzących do nas przyciąganych magnesem taniej siły roboczej. Z szeroko otwartymi ramionami czekamy na te, które są gotowe unowocześnić gospodarkę i przyniosą trwałe, dobrze płatne miejsca pracy. Nie tylko przy taśmie fabrycznej. W teorii - możliwe. W praktyce, z retoryką, w której rząd chce wspierać wszystkimi sposobami rodzimy kapitał, a w zagranicznym widzi rywala, trudno oczekiwać, że staniemy się centrum innowacyjności. Przy takim podejściu wciąż jest nam pisane bycie wielką montownią Europy.
Kolejny na liście grzechów Donalda Trumpa, dość łatwo wybaczanych m.in. w Polsce, jest izolacjonizm. Jego sztandarowe hasło to "America first". Retorycznie wraca nim do czasów Warrena G. Hardinga. 29. prezydent USA w swoim inauguracyjnym przemówieniu w 1921 r. mówił, że Ameryka może się obyć bez stałego sojuszu wojskowego, może nie podejmować żadnych zobowiązań politycznych czy gospodarczych, które nie zależą jedynie od USA. Podobnie ujął to Trump podczas swojej inauguracji blisko wiek później: "Każda decyzja w sprawie handlu, podatków, imigracji, spraw zagranicznych zostanie podjęta z korzyścią dla amerykańskich pracowników i rodzin". Nasza chata z kraja to także motto przewodnie dzisiejszych relacji Polska - UE. Unijna wspólnota jest dobra dopóty, dopóki przelewy euro przychodzą regularnie. Gdy jednak trzeba respektować zasady, wartości i okazać solidarność europejską w związku z kryzysem migracyjnym, wówczas wraca hasło z kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego - "Polska jest najważniejsza".
Antyemigrancka retoryka Donalda Trumpa to dla naszych rządzących kolejny dowód na pokrewieństwo dusz. Mur na granicy z Meksykiem nie stanął, bo surowiec do budowy chciały dostarczać głównie meksykańskie cementownie, ale w głowie prezydenta i dużej części amerykańskiego społeczeństwa udało się go postawić. Podobne bariery nasi rządzący stawiają dzisiaj uchodźcom i imigrantom, którzy przybili do brzegów Włoch i Grecji. Muru na granicy nie postawimy, ale jesteśmy gotowi stawić czoło unijnej wspólnocie.
Protekcjonistyczno-izolacjonistyczny sos, jakim przyprawia politykę międzynarodową i gospodarczą Donald Trump, ewidentnie smakuje naszym rządzącym. Chociaż amerykański lider otwiera sobie front wojny handlowej z UE, to jego stanowisko przyjmowane jest w Polsce ze zrozumieniem.
- Trump buduje silną pozycję USA, ale też stawia na partnerów, którzy podobnie jak on postrzegają współczesny świat, który zagubił się w poszukiwaniu różnego rodzaju fałszywych ideologii, a tak naprawdę za tymi ideologiami stały określone i grube interesy gospodarcze - mówi Beata Szydło.
Trudno tych słów nie odnieść do globalizacji, którą amerykański prezydent chciałby, jeśli nie odwrócić, to skierować na inne tory. Na procesie tym polska - mała i otwarta - gospodarka wykonała w ostatnim ćwierćwieczu cywilizacyjny skok.
Podobnie jak na zacieśnianiu międzynarodowych relacji handlowych - szczególnie z UE, do której trafia blisko 80 proc. naszego eksportu. Ponad 27 proc. towarów ląduje za Odrą, a Niemcy są niepodzielnym liderem wśród kupujących dobra wyprodukowane nad Wisłą. Kanclerz Niemiec Angela Merkel nie ma wątpliwości, że polityczna zmiana za oceanem, chęć budowy barier w globalnej wymianie handlowej - to cios w całą gospodarkę unijną.
- Gdy my szukamy możliwości współpracy korzystnej dla wszystkich, administracja amerykańska traktuje proces globalizacji nie jak sytuację, w której wszyscy mogą wygrać, lecz układ, w którym są zwycięzcy i przegrani - mówi w wywiadzie dla tygodnika "Die Zeit" w przeddzień szczytu G20 kanclerz Niemiec.
Przedsiębiorczość na sztandarach
Próba budowy silniejszych więzów gospodarczych między Polską i USA to cel, który nasi politycy stawiają sobie od lat. Dzisiaj to, co nas łączy handlowo, szczególnie mocne nie jest. Stany Zjednoczone są 12. partnerem Polski w eksporcie i 8. w imporcie. Nasze obroty towarowe w ubiegłym roku miały wartość 9,3 mld euro i były nie tylko dziesięciokrotnie niższe niż z Niemcami, ale też o przeszło połowę niższe niż z Czechami (drugi odbiorca naszego eksportu). Niewiele lepiej wyglądają inwestycje. Narodowy Bank Polski szacuje, że na koniec 2015 r. stan bezpośrednich inwestycji zagranicznych z USA w Polsce miał wartość 5,4 mld dolarów. To daje USA pozycję 11. inwestora w Polsce, m.in. za Niderlandami, Niemcami czy Francją. Lepiej wyglądają statystyki Amerykańskiej Izby Handlowej, która szacuje, że wartość amerykańskiego kapitału sięga nawet 30 mld dolarów.
Tutaj pole do popisu dla odpowiedzialnych za politykę gospodarczą nad Wisłą jest duże, zarówno po stronie wsparcia ekspansji zagranicznej polskich firm i eksporterów, jak i przyciągania inwestorów. Wizyta Trumpa niewątpliwie w tym pomogła, chociaż jak pokazuje przeszłość, gospodarcze owoce takich spotkań konsumuje się z dużym opóźnieniem.
Płaszczyzną zrozumienia jest niewątpliwie polityka budżetowa. Polska i USA mocno wierzą, że fiskalnymi impulsami można skierować wzrost gospodarczy na wyższe poziomy. Donald Trump chce w tym celu obniżać podatki, a polski rząd na razie postawił na wyższe transfery społeczne napędzające konsumpcję.
Ułatwienia, deregulacja i państwo przyjazne przedsiębiorcom to też wspólny mianownik polityki, której hołduje wicepremier Mateusz Morawiecki, i tej prowadzonej przez administrację 45. prezydenta USA.
- Po obu stronach Atlantyku nasi obywatele stoją przed jeszcze jednym zagrożeniem, z którym możemy sobie poradzić. Jest ono niewidoczne dla niektórych, ale znane Polakom. Stały rozrost biurokracji rządowej, który odbiera ludziom siły życiowe i majątek. Zachód stał się wielki nie z powodu papierologii i przepisów, ale dlatego że ludzie mogli realizować marzenia - mówił podczas wystąpienia w Warszawie Donald Trump.
To pokazuje, że Wujek Sam wciąż potrafi dawać dobry przykład i być sojusznikiem w usuwaniu barier dla biznesu czy w walce z ponadnarodowymi korporacjami uciekającymi przed płaceniem podatków. Jeśli jednak w swojej strategii pójdzie na zwarcie z największymi gospodarkami, to Polska oberwie rykoszetem jako beneficjent wolnego handlu i globalizacji.
Możemy mieć największe gospodarki i najbardziej śmiercionośną broń na ziemi, natomiast jeżeli nie będziemy mieli silnej rodziny, silnych wartości, to wtedy będziemy słabi i nie przetrwamy. Jeżeli ktokolwiek zapomni o wadze tych rzeczy, niech przybędzie do jednego kraju, który nigdy o tym nie zapomniał, niech przybędzie do Polski
Mamy do czynienia z inną ideologią, która chce ekstremizmu na cały świat. Sprawimy, aby to dobiegło końca. Chcemy zetrzeć z powierzchni ziemi to zagrożenie. Walczymy wytrwale przeciwko radykalnym terrorystom islamskim i w końcu zwyciężymy. Aby poradzić sobie z nowymi formami agresji, musimy zaadaptować nasz sojusz, by działał na wszystkich polach walki
Bartek Godusławski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu