Jak to się robi w Brasterze
Czy nazwa Braster jest państwu znana? Jest to nazwa spółki notowanej na giełdzie, która produkuje brastery - urządzenia do samodzielnego badania piersi. Urządzenie zostało wprowadzone na rynek w październiku zeszłego roku, a teraz przed firmą etap prawdy.
Dlaczego? Bo w firmach technologicznych pierwsze etapy projektu są stosunkowo łatwe. Najczęściej jest to projektowanie i wdrażanie - analitycy, inżynierowie oraz programiści siedzą i coś tam sobie dłubią. Ale jak już skończą, choć bardzo często okazuje się, że nie skończą, to to, co tam w tym swoim dziale badań i rozwoju stworzyli... trzeba sprzedawać. I dopiero ta sprzedaż, czyli komercjalizacja projektu, w internecie nazywana monetyzacją, pozwala ocenić, czy inwestycja była udana, czy nie.
A jak wiemy, wszystkie projekty mają taką wspólną cechę, że na początku dużo kosztują, a na końcu przynoszą jakieś zyski lub nie. Lista powodzeń i niepowodzeń jest bardzo długa i większości z państwa świetnie znana. Prywatnie, ze względu na profilaktykę leczenia, mam nadzieję, że w przypadku brastera projekt zakończy się powodzeniem. Ale powodzenie brastera nie musi oznaczać powodzenia Brastera.
Spółki technologiczne na starcie potrzebują pieniędzy. Mój kolega Tomasz Świderek, który jest dziennikarzem specjalizującym się w rynku telekomunikacyjnym oraz start-upach, wprowadził kiedyś pojęcie "czas spalania". Analizując nowe projekty (wówczas były to portale internetowe), porównywał przepływy operacyjne spółek z posiadanymi przez nie środkami pieniężnymi. I wyliczał, kiedy - o ile nie nastąpi jakaś istotna zmiana w modelu biznesowym lub w kapitałach - skończy się im gotówka.
W latach 2011-2015 Braster nie wykazywał przychodów ze sprzedaży, a straty, wraz ze wzrostem nakładów inwestycyjnych systematycznie rosły - od 300 tys. zł w 2011 r. do 4 mln zł w 2015 r. W 2016 r. po raz pierwszy pojawiły się przychody: 427 tys. zł, ale straty wyniosły 14,3 mln zł. W I kwartale bieżącego roku przychody wyniosły 120 tys. zł, zaś straty 5,7 mln zł. Ale te dane można przedstawić krócej, wyliczając czas spalania - w spółce zostały środki pieniężne na pół roku. Chyba że sprzedaż brasterów znacząco wzrośnie. Albo zostanie przeprowadzona kolejna emisja akcji.
Sądzę, że sprzedaż znacząco nie wzrosła, bo w kwietniu bieżącego roku odbyło się zwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy i uchwaliło bardzo dużą, bo na trzy lata spalania, emisję akcji serii I. Ale proponowane zasady przydziału akcji w tej emisji były na tyle nietypowe, że postanowiłem poświęcić im oddzielny felieton. Początkowo planowałem zatytułować go "Prawie jak prawo poboru", ale nie chciałem, żeby czytelnicy pomyśleli sobie: "Co on się tak przyczepił tych praw poboru".
Akcjonariusze uchwalili emisję do trzech milionów akcji serii I, które to akcje miały być zaoferowane w drodze oferty publicznej. A kto miał prawo objąć nowe akcje? Teraz będzie trudne: zarząd miał w pierwszej kolejności zwrócić się z ofertą objęcia akcji do akcjonariuszy obecnych na walnym zgromadzeniu i miał zaoferować im akcje proporcjonalnie do ich udziału na tym walnym na podstawie wykazu zarejestrowanych akcjonariuszy przekazanego przez KDPW. W wersji oryginalnej ten zapis jest cztery razy dłuższy i wprowadzono tam pojęcie "Obecni akcjonariusze".
Kiedy pierwszy raz przeczytałem zasady przyznawania akcji w tej emisji, pomyślałem sobie: genialne, nieobecni głosu nie mają. Akcjonariusze w Polsce się rozleniwili i nie rejestrują swoich akcji na walnych zgromadzeniach. Może dlatego, że jest to i kłopotliwe, i kosztowne, a same spółki również nie pomagają. Rok temu zarząd spółki KCI zwołał walne zgromadzenie na godzinę 18.00 w sylwestra, zaś w tym roku zarząd spółki Pylon z siedzibą w Warszawie zwołał zgromadzenie we... Wrześni na 28 czerwca na godzinę 8.30. Powinni jeszcze ogłosić przerwę, na przykład do 3 lipca, godzina piąta, minut trzydzieści.
W Brasterze sprawę postawiono jasno. Zarejestrowałeś swoje akcje na walnym zgromadzeniu i pojawiłeś się na nim, czyli jesteś świadomym i aktywnym akcjonariuszem - nowe akcje zostaną zaoferowane ci w pierwszej kolejności. Nie zrobiłeś tego, twój błąd. Również interesująco może przedstawiać się kwestia ewentualnego zaskarżenia uchwały o emisji. Wymaga ono obecności na walnym zgromadzeniu i zgłoszenia swojego sprzeciwu do protokołu. Czy ktoś, kto się pojawił na walnym i jest "w puli", będzie skarżył taką uchwałę? ⒸⓅ
@RY1@i02/2017/116/i02.2017.116.00000150a.801.jpg@RY2@
Artur Sierant
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu