Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Prawo dusi uzdrowiska bardziej niż smog

31 marca 2017
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Przez przeregulowane prawo i wyśrubowane normy w zasadzie żadna uzdrowiskowa miejscowość nie uzyskałaby dziś na nowo statusu uzdrowiska. Ale co kuriozalne, nie tylko przez (nie)czyste powietrze, lecz także przez zbyt głośne ptaki, fontanny, a nawet szum fal w morzu. Proszę sobie wyobrazić, że zgodnie z przepisami poziom hałasu dla uzdrowisk to 45 dB w ciągu dnia. Tymczasem głośniejszy śpiew ptaków to 50-60 dB, a wspomniany wcześniej szum morza to nawet 80 dB. Ocena właściwości leczniczych klimatu, którą gmina musi potwierdzić w operacie środowiskowym, zależy także od innych nieracjonalnych i nieprecyzyjnych czynników. No bo jak udowodnić, że temperatura i średnie zawilgocenie powietrza służą zdrowiu i kwalifikują się do leczniczego klimatu... Problemy uzdrowisk wybrzmiewają na nowo po tym, jak poszło w świat, że trują one kuracjuszy. Czarny - i, co istotne, nie do końca uzasadniony PR - zrobił uzdrowiskom raport NIK. Uzdrowiska tłumaczą, że statystyki zanieczyszczeń są zakłamane. I wygląda na to, że przynajmniej niektóre mają rację, bo musicie, drodzy kuracjusze, wiedzieć, że poziom złego stanu powietrza nie zawsze mierzy się dla konkretnego uzdrowiska, ale dla określonej strefy. A tych stref mamy w Polsce 46 (kiedyś było ich ponad 300!). Skąd to radykalne zmniejszenie? Tu warto się zatrzymać, bo odpowiedź na to pytanie pokazuje, dlaczego problem smogu uderza ze zdwojoną siłą nie tam, gdzie trzeba. Otóż zmniejszenie liczby stref wynikało z implementacji dyrektywy w 2012 r. Ale to nie przepisy UE taką zmianę wymusiły. To ówczesny rząd zmuszony dostosować system monitoringu powietrza tak, by wykrywał zanieczyszczenie drobnymi pyłami, postanowił zaoszczędzić. Efekt? Wprowadzono nowy podział stref, przy okazji zmniejszono liczbę punktów pomiarowych, zmieniając też metodologię prowadzenia pomiarów. A jak jest, każdy widzi. Nie smogiem, tylko przepisami, a dokładnie ich zmianą, można się udusić. Z mieńmy jednak temat na inny - równie przytłaczający. ABW wkroczyło do banków, które udzielały kredytów we frankach. Cel: postawić zarzuty wszystkim, którzy mogli celowo wprowadzać klientów w błąd. Do prokuratury zwożone są miliony stron kredytowych dokumentów. To niekomfortowa sytuacja zarówno dla menedżerów, jak i szeregowych pracowników. Czy mają się obawiać? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie państwo w części kadrowej. Pokazujemy, czy problem jest natury prawnej, czy stanowi raczej nadmuchiwaną politycznie ustawkę. C2

@RY1@i02/2017/064/i02.2017.064.183000100.802.jpg@RY2@

fot. Hans.Slegers/Shutterstock

@RY1@i02/2017/064/i02.2017.064.183000100.801.jpg@RY2@

Marta Gadomska

redaktor naczelna Tygodnika Gazeta Prawna

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.