Dziennik Gazeta Prawana logo

Więcej "razem"

27 czerwca 2018

Co jest podstawowym celem ludzkiego działania? Maksymalizacja użyteczności? Przepraszam bardzo, ale dziś już chyba nikt nie wierzy w tę bajeczkę. Dużo bardziej prawdopodobne, że ludziom tak naprawdę chodzi o udane relacje. Ze sobą, z innymi, ze społecznością, z naturą. Krótko mówiąc, liczy się dla nich bycie razem. Niech więc nareszcie ekonomiści (a konkretnie specjaliści od zarządzania) wezmą to pod uwagę. Zamiast trzymać się oderwanych od życia koncepcji niczym pijany płotu.

Związana z Uczelnią Łazarskiego ekonomistka Beata Jamka postawiła sobie za cel pchnięcie rozmowy o gospodarowaniu na nowe tory. Przyczyna jest prosta. Te tory, po których dyskusje o zarządzaniu jechały do tej pory, stają się coraz bardziej niebezpieczne, wąskie i anachroniczne. To oczywiście część szerszego procesu zmiany całego ekonomicznego paradygmatu. Z tamtego przedkryzysowego opartego na finansjalizacji, ubóstwieniu zysku czy lekceważeniu kosztów zewnętrznych przychodzimy przecież w kierunku czegoś nowego. Innego niż stara ścieżka prowadząca już tylko w stronę urwiska.

W zarządzaniu jest - zdaniem Jamki - podobnie. Oczywiście możemy dalej zarządzać tak jak poprzednio. Tworząc "państwa ewaluacyjne", "społeczeństwa audytu" i traktując ludzi jako "zasób" albo "koszt". Ale nie dziwmy się potem, że społeczeństwa się nam coraz bardziej rozklejają, nierówności rosną, frustracja prekariatu się powiększa, a dobro wspólne staje się coraz bardziej wytartym i nic nieznaczącym frazesem. A w wielkiej polityce po obu stronach Atlantyku rozlewa się fala tzw. prawicowego populizmu.

Tymczasem alternatywą jest przecież pójście zupełnie inną drogą. Czyli przeszczepienie całego wielkiego dorobku socjologii, ekonomii, a nawet neurobiologii ostatnich dekad na realną gospodarkę, zarządzanie firmami czy konstruowanie rynków pracy. Co będzie musiało skutkować ich przewietrzeniem. Otwarciem ich na socjologiczne, ekonomiczne i neurobiologiczne fakty, że ludzie chcą robić różne rzeczy razem i są gotowi do myślenia w kategoriach dobra wspólnego. Trzeba im tylko na to pozwolić. Czy to na poziomie firmy, organizacji pozarządowej, czy też polityki publicznej.

"W ostatnich pokryzysowych latach odkrywamy tę niby banalną prawdę na nowo. I z radością neofity objawiamy ją światu" - pisze Jamka. I ma rację. Szkoda jedynie, że wyraża to jeszcze nawet zbyt mało dosadnie. Nie chcę być niesprawiedliwy, bo doskonale rozumiem, że naukowy żargon i forma miały zabezpieczyć autorkę przed krytyką jej własnego środowiska. A to środowisko (ekonomiści) ze swoją fetyszyzacją danych empirycznych, pogardą dla podejścia humanistycznego, faktycznie potrafi być bardzo konserwatywne i pozamykane. Jednak ciągle marzy mi się, by książka taka jak ta Beaty Jamki zawitała pod strzechy. By stała się czytadłem nie tylko dla wąskiego grona osób zainteresowanych ekonomicznymi nowinkami. Lecz również trafiła na biurka decydentów projektujących politykę publiczną czy menedżerów kształtujących kulturę swoich biznesowych organizacji. Może wtedy faktycznie zaczęłaby się dokonywać realna zmiana. Może zaczęlibyśmy działać bardziej razem na różnych poziomach jednocześnie: od miejsca pracy opartego na większym włączeniu pracownika w losy firmy po umiejętność konstruktywnego dialogu na forum parlamentu. I jednego, i drugiego bardzo teraz w Polsce potrzebujemy.

@RY1@i02/2017/009/i02.2017.009.000003500.801.jpg@RY2@

Beata Jamka, "Razem - ku zmianie paradygmatu gospodarowania", Wydawnictwo Akademickie Sedno, Warszawa 2017

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.