Pegasus zdębiał, czyli inwigilikasa
P olski rząd ani służby licencji na korzystanie z Pegasusa już nie przedłużą. Z listy potencjalnych użytkowników oprogramowania szpiegowskiego stworzonego przez izraelską firmę NSO Group skreślono też kilkadziesiąt innych państw, m.in. Węgry, Meksyk, Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Maroko. Jak donosił w listopadzie izraelski dziennik „Calcalist”, władze tego kraju uznały tych klientów za „reżimy autorytarne” nadużywające technologii, która miała służyć do innych celów.
Te Izrael sprecyzował w grudniu, ogłaszając, że kupcy jego cybertechnologii muszą się zobowiązać do korzystania z tej broni tylko do zapobiegania aktom terrorystycznym i poważnym przestępstwom (obie kategorie zostały przy tym zdefiniowane) oraz do niekorzystania z niej dla celów politycznych lub z pogwałceniem przepisów dotyczących prywatności.
Reakcja, choć słuszna, jest przede wszystkim mocno spóźniona. O tym, jak można obrócić Pegasusa przeciwko adwersarzom politycznym, opinia publiczna wie bowiem od dawna – z czego można wnosić, że twórcy oprogramowania czy izraelski wywiad stwierdzili to jeszcze wcześniej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.