Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Los migranta z dawnych czasów

4 sierpnia 2023
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

M asowa migracja przełomu XIX i XX stulecia jest najistotniejszą częścią dziejów bogatego Zachodu. Szacuje się, że w latach 1850–1914 ok. 30 mln mieszkańców Europy ruszyło szukać szczęścia w Ameryce Północnej. Opracowania historyczne koncentrują się zazwyczaj na długofalowych zyskach, które taki wyjazd przynosił migrantowi. O kosztach mówi się rzadziej. A przecież były one znaczne.

Historyk gospodarki Tim Hatton (Uniwersytet w Essex) najnowsze badania poświęcił właśnie odpowiedzi na pytanie, jak kosztowną inwestycją była decyzja o migracji za chlebem na inny kontynent (albo do USA i Kanady, albo do Australii) podejmowana przez mieszkańca Europy. Mówiąc o koszcie ponoszonym przez emigranta, trzeba – zdaniem Hattona – uwzględnić dwa elementy składowe. Po pierwsze, sam wydatek na sfinansowanie podróży transoceanicznej (cenę biletu). Po drugie, koszt związany z czasem potrzebnym na podjęcie takiego przedsięwzięcia, który zmierzyć możemy poprzez utracone dochody (czas podróży plus czas potrzebny do znalezienia i podjęcia pracy na obczyźnie).

Hatton przeanalizował najmocniej uczęszczaną arterię tamtej wielkiej migracji: drogę morską łączącą Liverpool z Nowym Jorkiem. Dla porównania dorzucił do tego jeszcze drugi, bardziej odległy – i siłą rzeczy rzadziej uczęszczany – szlak łączący Brytanię z Australią. Na początku migracyjnej epopei podróż transatlantycka trwała ok. 40 dni. I nie było to wcale aż tak długo, jeśli porównać to z wyprawą na antypody. W połowie XIX stulecia – by dostać się z Europy do Sydney – trzeba było spędzić na oceanach nawet cztery miesiące (ok. 120 dni). Trzeba pamiętać, że w owych czasach podróże odbywały się na okrętach napędzanych – jak w czasach Krzysztofa Kolumba – siłą wiatru. Dopiero w latach 60. i 70. XIX w. zaczęły się pojawiać statki parowe. I ta zmiana znacznie skróciła czas podróży. Dzięki niej w przededniu 1 wojny światowej Atlantyk można było przemierzyć już w osiem dni, a do Australii dało się dopłynąć w miesiąc. Teoretycznie trasa na antypody powinna była się mocno skrócić po otwarciu Kanału Sueskiego w 1869 r., ale w praktyce statki pasażerskie pływały długo tradycyjną trasą wokół Afryki i dalej na wschód przez Ocean Indyjski. Działo się tak dlatego, że opłaty za pokonanie przesmyku były wysokie i przewoźnicy uważali tę trasę za nieopłacalną.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.