Wielki powrót kwestii niemieckiej
Wojna w Ukrainie powinna doprowadzić do przełomu w niemieckiej polityce na miarę upadku muru berlińskiego. Biada Niemcom, biada Europie i biada NATO, jeśli tak się nie stanie, jeśli nie dojdzie w końcu do deputinizacji elit i nie pojawi się nowa jakość
Truizmem jest dziś stwierdzenie, że Niemcy popełniały w ostatnich dekadach błędy w polityce wschodniej. Poza wąskim gronem ekspertów niewiele osób jednak zdaje sobie sprawę, jak głęboko te błędy są osadzone w niemieckiej historii i sposobie postrzegania rzeczywistości. Budowanie z Sowietami, a potem Rosją relacji opartych przede wszystkim na interesach energetycznych sięga bowiem lat 60. Od początku taka postawa spotykała się też z konsekwentną krytyką Waszyngtonu.
Czy to koniec Ostpolitik?
Pierwszy był ropociąg Przyjaźń oddany do użytku w 1964 r. i od początku krytykowany przez administrację Kennedy’ego. Wymusiła ona wtedy na Berlinie zakaz importu wielkich rur, które mogłyby posłużyć do budowania kolejnych instalacji. Słynna Ostpolitik Willy’ego Brandta umiała jednak ominąć takie przeszkody i w latach 70. do ropy dodać import gazu. Gorzką prawdą, o której w Polsce wolimy nie pamiętać, jest bowiem to, że celem polityki wschodniej Brandta nie były strzeliste gesty i pojednanie z Polakami. Głównym celem było zbudowanie z Moskwą relacji, które pozwalałyby zacząć myśleć o pokojowym zjednoczeniu i dawałyby Berlinowi większą autonomię w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Jasno wskazują na to liczne wywiady i wypowiedzi twardego politycznego realisty i szefa niemieckiego MSZ za czasów Brandta – Egona Bahra.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.