Chcemy informacji, a nie fake newsów
D wa miesiące temu Parlament Europejski przyjął projekt dyrektywy dającej prasie i agencjom informacyjnym nadzieję, że w końcu uzyskają należne wynagrodzenie od „gigantów internetu”, którzy od lat publikują dziennie tysiące materiałów medialnych, nie płacąc ani grosza ich autorom.
To historyczne głosowanie o „prawach pokrewnych” udało się przeprowadzić dzięki niesłychanej mobilizacji dziennikarzy i odwadze eurodeputowanych – na przekór bezprecedensowemu naciskowi gigantów. Ów tekst musi teraz uzyskać konsensus Parlamentu, Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej.
Giganci znów rozpętali kampanię lobbingową na wielką skalę: mają szansę pozbawić dyrektywę jej sedna. Starają się wyłączyć z jej postanowień „krótkie wycinki”, „fakty” czy „fragmenty”, wykluczyć agencje informacyjne i skrócić czas ochrony praw pokrewnych.
Fakty należą do wszystkich. Każdemu wolno je ogłaszać i analizować. Ale kiedy wyszukiwarka czy agregator informacji przekazują słowo w słowo materiały wyprodukowane przez gazety czy agencje prasowe, wydaje się naturalne, że należy się za to zapłata za nabycie praw pokrewnych – nawet jeżeli chodzi tylko o krótki fragment.
Czy można wyobrazić sobie, że pod pretekstem wykorzystania „krótkiego fragmentu” nie trzeba płacić za informację dotyczącą faktów o brexicie czy o dramacie uchodźców tonących w morzu u wybrzeży Grecji?
Czy wyobrażacie sobie państwo, jaką pracę reporterską i redakcyjną trzeba wykonać, by móc napisać tytuł „Samobójczy zamach w szyickiej dzielnicy Bagdadu: 32 zabitych według policji i służb medycznych”? Żeby napisać ten jeden wiersz, dziennikarz musiał przepytać policję, żeby ustalić naturę wybuchu, zadzwonić do wielu szpitali, żeby ustalić liczbę ofiar, udać się na miejsce zamachu, żeby opisać panującą tam sytuację, odnaleźć i przepytać świadków – czasem narażając własne życie, bo zdarza się, że po jednym zamachu następuje też drugi. Tak jak się to stało niedawno w Kabulu, gdzie zginęło dziewięciu dziennikarzy i fotografów.
Poszukiwanie faktów to także walka z plotkami, które potrafią zatruć każdą ważną informację. Tak było w przypadku plotki o wzięciu zakładników podczas zamachu w Nicei czy zmyślonego zamachu na Wieżę Eiffla 13 listopada w Paryżu. Takie fałszywe informacje zalewają portale i znikają dzięki szczegółowej weryfikacji przez media.
Taka praca to chleb powszedni dziennikarzy, fotografów, kamerzystów. To moje zadanie w Bagdadzie, Teheranie, Kairze, Damaszku, Bejrucie. Jeżeli wykorzystanie tekstów prasowych i agencyjnych zostanie wyłączone spośród praw pokrewnych pod pretekstem, że to tylko „krótkie fragmenty”, dyrektywa europejska zostanie wyzuta z treści. Będzie to sugestia, że to, co jest sednem naszego zawodu – poszukiwanie i opis potwierdzonych faktów – nie ma żadnej wartości, a wszystkie nakłady ponoszone przez wydawców prasy i agencje informacyjne, żeby oferować odbiorcom takie właśnie informacje, okażą się bezwartościowe. To by oznaczało, że fakty nie mają znaczenia. W rezultacie oddamy pole tym, którzy rozprzestrzeniają fake newsy.
Wykluczenie „krótkich fragmentów” pchnie wydawców i agencje do redukcji dziennikarzy, do zamknięcia biur w Afganistanie, Iraku, Iranie, Korei Północnej. Nie pozwólmy, by „fermy trolli” czy „boty” zaprogramowane tak, by wpływać na opinie, zdobyły przewagę nad reporterami. Żeby fikcja w sieci zastąpiła sprawdzone fakty.
Jeśli „krótkie fragmenty” zostaną wyłączone poza zakres obowiązywania praw pokrewnych, rabunek treści będzie kontynuowany. Z prostej przyczyny: to, co czytają masowo internauci, co daje miliony klików na stronach i ogromne dochody portalom, to właśnie te „krótkie fragmenty”.
Giganci internetu mają jeszcze inny cel: eliminację agencji prasowych z zasięgu praw pokrewnych. Dzięki agencjom wszyscy mają dostęp do sprawdzonych, wielostronnych i pełnych informacji o tym, co się dzieje od Syrii po Rosję. Bez nich stacje tv i radiowe, gazety i portale stracą ogromną część surowca informacyjnego.
Czas trwania praw to także niezwykle ważny punkt. Niektórzy zainteresowani chcieliby skrócić go do roku. Czy nie byłoby absurdem, gdyby tragiczne zdjęcia zamachów paryskich z 2015 r. mogły być używane za darmo przez gigantów internetu tylko dlatego, że minęło 12 miesięcy od tych wydarzeń? Oczywiste jest, że wartość zdjęcia nie przemija po roku, że jest ono co jakiś czas ponownie publikowane. Zdrowy rozsądek i naturalne poczucie sprawiedliwości wymagają, by powrócić do przewidzianego początkowo okresu 20 lat.
Wiele rozsądnych głosów mówi nam, jak ważne dla demokracji będą wybory europejskie w maju przyszłego roku. Nie niszczmy tekstu Parlamentu Europejskiego, który został przyjęty 12 września przez 438 posłów, a zatem przez bardzo wyraźną większość, po dwóch latach pracy.
Stawką gry, która toczy się w Brukseli, jest ochrona kultury i prasy w Europie. Chodzi o przyszłość prasy i wszystkich zawodów twórczych, muzyki, literatury, kina, teatru, poezji. Zwycięstwo nie będzie miało negatywnych skutków dla konsumenta.
Panie i Panowie ministrowie, posłowie, członkowie Komisji! Dziennikarze, wydawcy i agencje żądają razem uczciwego wynagrodzenia za ich pracę oraz za inwestycje, które realizują, by móc dostarczać informacji społeczeństwu. Oto dlaczego wprowadzenie praw pokrewnych bez wypaczeń jest kluczowe dla naszej demokracji. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu