Tragifarsa w wielu odsłonach, czyli rekrutacja do Sądu Najwyższego
Słowa „rekrutacja” używam w tytule celowo, bo przecież procesu udzielania rekomendacji kandydatom do Sądu Najwyższego przez Krajową Radę Sądownictwa wyborem nazwać nie sposób
Taki oto obrazek stoi mi przed oczami. W siedzibie Krajowej Rady Sądownictwa (KRS) jeden z jej sędziowskich członków zapytany na korytarzu przez dziennikarkę, czy rekomendowanie tak znacznej liczby prokuratorów do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego nie jest błędem z uwagi na ich hierarchiczne podporządkowanie, przytomnie odparł: „Ale przecież oni przestają być prokuratorami”. A gdy dziennikarka zapytała: „Gdyby Stanisław Piotrowicz przestał być posłem, mógłby być wybrany do SN?”, sędzia po chwili zadumy odpowiedział: „Mógłby”.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.