Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Wstęp - Unijne propozycje wzburzyły internautów. Wyjdą na ulice. Ale w czyim interesie?

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Będzie podatek od linków”, „Nadchodzi cenzura internetu”, „To drugie ACTA” – takimi hasłami portale agregujące treści próbują podburzać społeczność internetową, by poderwać ją do działania przeciwko projektowanej dyrektywie o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym (obecnie jest procedowana w Parlamencie Europejskim). W najbliższy weekend w kilkunastu miastach Polski organizowane są protesty rzekomo w obronie wolności słowa w internecie.

Celowo używam tutaj określeń „podburzać” i „rzekomo”, bo nie ma wątpliwości, że hasła, jakimi próbuje się przekonywać społeczność internautów, są – delikatnie mówiąc – przesadzone. Bo gdy wczytać się w treść projektowanego art. 11 i istotę zamiarów Komisji Europejskiej, to się okazuje, że nie chodzi wcale o podatek, tylko o zapłatę za własność intelektualną należącą do twórcy pierwotnego tekstu. I nie od linków, tylko fragmentów czy całych utworów zamieszczanych w celach komercyjnych (a więc przynoszących dochód temu, kto je zamieszcza). I na dodatek nie ma wcale mowy o zakazie memów czy cytowania, dzielenia się treściami na Facebooku czy na blogu! Dyrektywa – wbrew temu, co twierdzą ci, którzy manipulują hasłami – nie będzie ograniczać prawa dozwolonego użytku, prawa cytatu, prywatnej sfery. Dotyczy jedynie tych, którzy wykorzystują czyjąś własność intelektualną komercyjnie i czerpią z tego korzyści!

„Tak naprawdę to wojna o interesy” – mówi nam poseł Zwiefka. Z jednej strony mali i średniej wielkości wydawcy, którzy szukają sobie miejsca w internetowym świecie, po tym jak mocno skurczył się świat papieru. Z drugiej strony – internetowi giganci i portale agregujące treści, które – tak jak do tej pory – chcą zamieszczać za darmo fragmenty tekstów, nic nie płacąc twórcom. A przecież w realnym świecie jest tak, że jeśli produkuję pietruszkę, to właściciel straganu musi za nią zapłacić. Czy portale agregujące treści obowiązuje inne prawo? Czy fakt, że tekst w internecie łatwiej jest ukraść niż pietruszkę z pola, ma oznaczać, że nie powinno się za czyjąś pracę zapłacić? Czy w imię pełnej swobody w internecie mamy godzić się na kradzież, wyzysk i kompletne bezprawie? ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.