Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Czy można być trochę odpowiedzialnym?

18 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Cieszmy się z małych kroków, ale żądajmy wielkich

Słusznie pisze prof. Bolesław Rok, że nieprędko cała energia, z której korzystamy, będzie pochodziła z nieemisyjnych źródeł, branża finansowa będzie w całości odpowiedzialna (ja to rozumiem jako „uczciwa”), a w sklepach będziemy kupować tylko zdrową żywność. Nie dziwi mnie też, że każdy z autorów i partnerów ROF zwraca uwagę na jakiś wycinek rzeczywistości, w której my żyjemy, a biznes prowadzi swoje interesy. Czy będzie to rola kobiet i konieczność – dla mnie niezaprzeczalna – wyrównania szans bez względu na płeć (czyt. zwiększenia szans kobiet, bo nadal mimo formalnej równości w świecie Zachodu są one spychane do ról, jakie się im tradycyjnie przypisywało, a po cichu przypisuje do dziś, w Polsce nawet znowu coraz głośniej), czy podkreślenie wpływu młodych firm – najczęściej zakładanych przez młodych ludzi – w upowszechnianiu odpowiedzialności biznesu. Nie sposób opisać całokształtu biznesowo-społecznych relacji, to jasne. Chciałbym więc tylko zasygnalizować problem, który sprawia, że nawet najbardziej odpowiedzialni przedsiębiorcy w społecznym odbiorze pozostają ostatnimi, których się kojarzy z troską o innych ludzi. I o świat.

Prześledźmy sytuację na przykładzie hipotetycznego producenta nowoczesnych aparatów telefonicznych. Firma sprzedaje swoje telefony zarówno w sklepach, jak i przez operatorów. Mogą więc kosztować od ok. 10 zł do, powiedzmy, 550 zł w promocji w sieci sklepów. Wszyscy (od producenta po ostatecznego nabywcę) są zainteresowani, żeby aparat był jak najtańszy, bo inaczej się nie sprzeda, a firma przegra z konkurencją. Nie warto więc lokować fabryki w miejscu, gdzie koszty płacy są stosunkowo wysokie (szeroko rozumiany Zachód, który potem te telefony kupi), istnieją, a nie daj Bóg są przestrzegane, normy środowiskowe, a do tego zwraca się uwagę na społeczną odpowiedzialność biznesu. Bo w takich krajach zawsze ktoś się dokopie choćby do tego, że plastik użyty do obudowy w przypadku pożaru wydziela szkodliwe opary albo się przynajmniej rozkłada do 1 tys. lat. I kryzys gotowy. A pod fabrykę trzeba wyciąć hektary lasu i… patrz punkt wyżej.

Oczywiście aparat wyprodukowany w miejscu, gdzie o tych problemach nikt nie mówi, ciesząc się, że przyszedł inwestor, musi zostać następnie przetransportowany tysiące kilometrów, co daje pracę iluś ludziom, a ślad węglowy całej planecie.

W naszych czasach telefon nie może po prostu dzwonić. Musi wibrować, bo się już do tego przyzwyczailiśmy, i aparatu bez tej funkcji już pewnie nikt nie kupi. A żeby wibrował, niezbędne są minerały ziem rzadkich. Naukowcy próbowali je zastąpić, ale się nie udało. Ich pozyskanie jest bardzo trudne i wiąże się z olbrzymi szkodami środowiskowymi. Prowadzi się je zatem w miejscach, które muszą spełnić dwa warunki – oczywiście pierwiastki te muszą tam występować, a po drugie – patrz punkt o lokowaniu fabryk. Potrzebne są także, zwane minerałami konfliktu, cyna, tantal, wolfram i złoto. Ta nazwa to stąd, że naliczono 150 zbrojnych konfliktów, które właśnie trwają w związku z ich wydobyciem, a raport Global Witness wymienia 197 osób, które zginęły, walcząc ze związaną z ich wydobyciem eksploatacją środowiska. Do tego dochodzi używany w bateriach kobalt. Głównym jego dostawcą jest Kongo, gdzie 150 tys. górników wydobywa go ręcznie, nawet bez rękawic czy masek chroniących drogi oddechowe. Nieznani, ale zbrojni sprawcy mordują też przeciwników wydobycia w parku narodowym Virunga. Trudno. Klient chce, klient dostanie.

Nasza hipotetyczna firma zdaje sobie oczywiście sprawę, że po pierwsze, każdy już dziś potrzebuje smartfonu (oczywiście z wibracją), a po drugie, z samej istoty rzeczy ich produkt nie może być „społecznie odpowiedzialny”. Fakty, które przytoczyłem, nie są oczywiście żadną tajemnicą i może je poznać każdy, kto tego zechce, ale większość nie zechce, bo musiałaby jakoś zareagować. Z drugiej strony jednak nie warto się narażać na publiczne napiętnowanie. Firma ogłasza zatem, że postara się nie kupować minerałów z Konga. Kupi je od pośrednika, np. z Luksemburga czy skądkolwiek. I już będzie w porządku. Gdzie je kupili kolejni pośrednicy, nie sposób już dociec, bo śledzenie całego łańcucha dostaw to za duże koszty, zwłaszcza że przecież trzeba by je przemnożyć przez liczbę wszystkich używanych w produkcji surowców. W praktyce nie robi tego nikt, kto zajmuje się produkcją lub dystrybucją towarów bardziej skomplikowanych niż, powiedzmy, lokalne jabłka. Na finał posadzi jeszcze 100 drzew na 10-lecie swojego przedstawicielstwa w Polsce. A sieć sklepów ze sprzętem elektronicznym postawi skarbonki na edukację w Kongu.

Ucieszę się z każdego drzewa i wykształconego dziecka, ale problemów to nie rozwiąże. Nie są to już czasy, w których wystarczy wybiórcze działanie. Oczywiście dowiem się zaraz (jakbym sam nie wiedział), że całego świata nie zmienimy. Wiem jednak z doświadczenia, że dostajemy 10 proc. tego, o co prosimy, a może 30 proc. tego, czego żądamy. I że to i tak będzie za mało.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.