Dziennik Gazeta Prawana logo

Piketty miał rację

9 marca 2018

obserwuje i prezentuje

@RY1@i02/2018/049/i02.2018.049.00000330a.801.jpg@RY2@

Rafał Woś

Pięciu zuchwalców (w tym kobieta) postanowiło sprawdzić, ile wynosi stopa zwrotu ze... wszystkiego.

Kilka lat temu Thomas Piketty narobił szumu trzema znaczkami. Napisał, że r > g. To znaczy, że zwrot z kapitału jest w długim okresie większy niż wzrost gospodarczy. Dlatego - dowodził Francuz - kapitalizm jest skazany na stały wzrost nierówności dochodowych. Innymi słowy, w samą naturę funkcjonowania kapitalizmu jest wmontowany mechanizm jego samozniszczenia, który prędzej czy później przyniesie społeczną, polityczną albo ekonomiczną eksplozję.

W ślad za tezą Pikettyego ruszyły całe zastępy ekonomistów. Jedni chcieli obalić jego spostrzeżenia, inni je potwierdzić. Jeszcze inni po prostu sprawdzić, czy zgadzają się z rzeczywistością. Ale jak tu badać, skoro dane, którymi dysponujemy, są skromne i niepewne. Poziom wzrostu gospodarczego da się jeszcze w miarę bezproblemowo wyliczyć. Zwłaszcza że od II wojny światowej cały zachodni świat posługuje się w miarę jednolitym sposobem jego szacowania zaczerpniętym od Amerykanów. A konkretnie z prac noblisty Simona Kuznetsa. A wcześniejsze wartości da się wyliczyć na podstawie dostępnych składników.

Ale jak badać poziom zwrotu z kapitału? A więc to r, które u Pikettyego ma w długim okresie zawsze wyprzedzać g, czyli poziom wzrostu gospodarczego. Tego zadania podjęła się ostatnio grupa śmiałków: Oscar Jordá i Alan M. Taylor (Uniwersytet Kalifornijski), Moritz Schularick i Dmitry Kuvshinov (Uniwersytet w Bonn) oraz Katharina Knoll (Bundesbank). Tytuł ich pracy jest tyle zabawny, co zuchwały. Brzmi: "Stopa zwrotu ze... wszystkiego w latach 1870-2015". Zuchwalcy wzięli więc 16 krajów rozwiniętych (nie ma wśród nich Polski) i sprawdzili, jak układały się tam w omawianym okresie zyski. Jak zachowywały się w czasie dwóch wojen światowych, dwóch wielkich kryzysów, paru solidnych stagnacji, szeregu ożywień, tuzina giełdowych krachów i niezliczonej ilości społeczno-politycznych kryzysów. Co rozumieją pod pojęciem zysków kapitałowych? Prócz wymienianych zazwyczaj przy takich okazjach papierów wartościowych (akcje, obligacje i wszelkie inne instrumenty finansowe) ekonomiści po raz pierwszy uwzględnili również nieruchomości. Niezwykle istotny z punktu widzenia gospodarstw domowych składnik majątku, o którym się często zapomina, badając "kapitał". Ekonomiści podzielili zyski kapitałowe na dwa typy. Zwrot z inwestycji ryzykownych (nieruchomości, kapitały) oraz bezpiecznych (obligacje krótko- i długoterminowe).

Przeczesawszy 150 lat historii kapitalizmu w 16 krajach (od Australii przez Europę po USA), zuchwalcy doszli do następujących wniosków. Inwestycje ryzykowne opłacały się najbardziej. Płynący z nich roczny dochód (na czysto) wynosił ok. 7 proc. W latach 1870-1945 nieruchomości przynosiły trochę lepsze zwroty. Ale za to po 1945 r. to kapitały (głównie akcje i fundusze, które rodzą zyski kapitałowe oraz dywidendę) były górą. W długim okresie obie kategorie szły mniej więcej łeb w łeb, kończąc średnio na owych 7 proc. W tym samym czasie zyski z inwestycji bezpiecznych (obligacje krótko- i długoterminowe) przyniosły ok. 1-3 proc. rocznie. Trzeba jeszcze pamiętać, że kompozycja portfela inwestycji przedstawiała się zazwyczaj tak, iż nieruchomości i akcje dominowały.

W sumie wychodzi więc, że dochód ze wszystkich tych instrumentów (ryzykownych i bezpiecznych) dla 16 krajów zachodnich to w latach 1870-2015 jakieś 4-5 proc. rocznie. Australia - 5,9 proc. Niemcy - 6,95 proc. Włochy - 5,05 proc. Hiszpania - 4,5 proc. Wielka Brytania - 4,7 proc. Szwecja - 7,4 proc. Jeżeli w każdym z tych przypadków porównamy te zyski (r) z tempem wzrostu gospodarczego (g) to wyjdzie nam, że Piketty miał jednak rację. W próbce 16 krajów nie ma ani jednego, gdzie w latach 1870-2015 zyski byłyby mniejsze od wzrostu. Oczywiście bywały takie okresy (głównie lata 50. i 60. XX w.) i wtedy faktycznie na chwilę dominował wzrost gospodarczy, a zyski spowalniały. Ale w długim okresie wniosek jest jednoznaczny r > g. A nawet mocniej, bo r >> g.

Ale jak badać poziom zwrotu z kapitału? Czyli r, które u Pikettyego ma w długim okresie zawsze wyprzedzać g, poziom wzrostu gospodarczego. Tego zadania podjęła się ostatnio grupa pięciu śmiałków. Tytuł ich pracy jest tyle zabawny, co zuchwały. Brzmi: "Stopa zwrotu ze... wszystkiego w latach 1870-2015"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.