Płace i produktywność nie mają szansy iść w parze
S łychać głośny szloch analitycznej braci i gromki chór narzekań wielu polityków – płace rosną w Polsce wolniej niż wydajność. Ta dramatyczna sytuacja odbija się na losie pracowników, bo należną im część wzrostu przychodów zatrzymują krwiożerczy właściciele. I trzeba by coś z tym zrobić. Najlepiej podnieść zarobki – ustawą, albo choć pchać je od dołu płacą minimalną.
Ale porzućmy drwiny. Gdyby rzeczywiście doszło do rozerwania dynamiki płac i produktywności, mogłoby to wskazywać na spore kłopoty w funkcjonowaniu naszego rynku pracy. Analitycy (za nimi media) pokazują wykres, który ma taką tendencję potwierdzać. Tylko czy faktycznie ten wzrost się rozsynchronizował? Kłopot może leżeć w tym, jak mierzymy obie wielkości, a nie w ich faktycznych dynamikach.
Po pierwsze, zgodnie z teorią ekonomii, dynamika płac konkretnej zatrudnionej osoby powinna nadążać za jej wydajnością. W świecie identycznych pracowników i pracodawców zebrane dla całej gospodarki informacje o płacach i wydajności są tym samym co pomiar na poziomie indywidualnym. Jednak w gospodarce składającej się z gałęzi tak od siebie odmiennych jak hutnictwo czy usługi gastronomiczne – oraz z najprzeróżniejszej proweniencji indywiduów w roli pracowników – kwestia agregacji informacji to poważne wyzwanie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.