Media za zamkniętymi drzwiami
K ałasznikow na dziennikarzy, którym prezydent Czech Miloš Zeman dwa lata temu wymachiwał na konferencji prasowej, był wprawdzie atrapą, ale wciąż wisi na ścianie i co jakiś czas wypala w stronę mediów w tym czy innym kraju. Autorytaryści wszelkiej maści z trudem znoszą sceptycyzm patrzących im na ręce reporterów. Wydaje im się, że jak zrobią pif-paf i zatrzasną pismakom drzwi przed nosem, krytyka ucichnie.
Dotyczy to głównie partii rządzących o silnorękich ciągotach, chociaż po argument klamki sięgają też obrosłe tłuszczem władzy związki zawodowe i zabiegające dopiero o większość radykalne ugrupowania z wilczym apetytem. Odcinają media od informacji, nie rozmawiają z nimi, odmawiają akredytacji, wykluczają z konferencji prasowych.
W budynku węgierskiego parlamentu nie wolno już reporterom podążać za umykającymi korytarzem politykami. U nas przy Wiejskiej ten numer nie przeszedł, za to zbratana z Prawem i Sprawiedliwością Solidarność dwa tygodnie temu wyprosiła dziennikarzy „Gazety Wyborczej” i TVN24 z Sali bhp Stoczni Gdańskiej, stwierdzając, że zaproszenia na odbywającą się tam konferencję dostali przez pomyłkę. Związek od dawna dyskryminuje te media.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.