Śpiewak wykrzyczał, Śpiewak może odejść
W ostatnich dniach znów zrobiło się głośniej o Janie Śpiewaku, warszawskim aktywiście. A to za sprawą jego sądowych perypetii, w których nie wiedzie mu się najlepiej. Grozi mu bankructwo, bo sąd pierwszej instancji w jednej ze spraw nakazał Śpiewakowi w poczytnych i z drogimi do wykupienia ogłoszeniami mediach przeprosić pewnego mecenasa, którego powiązano z tzw. dziką reprywatyzacją. Do tego właśnie zaczął się proces apelacyjny w sprawie karnej, w której Śpiewakowi grozi wysoka grzywna, a w najgorszym razie nawet odsiadka.
W mediach społecznościowych powstał już nawet antyśpiewakowy nurt, którego opinię można w uproszczeniu sprowadzić do stwierdzenia: „Trzeba było, Śpiewaku, nie pyszczyć i nie pomawiać uczciwych ludzi”.
Nie umiem rozstrzygnąć, czy Jan Śpiewak w toczących się sprawach ma rację, czy jej nie ma. Nie wykluczam wariantu, że błędnie ocenił czyjąś działalność związaną z reprywatyzacją. Ale mam w pamięci to, że gdy Jan Śpiewak głośno krzyczał, iż warszawska reprywatyzacja to wielki przekręt, większość osób w ogóle nie miało pojęcia, o czym mowa, i traktowała młodego aktywistę jak oszołoma. Ba, sam go tak traktowałem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.