Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Dylematy transformacji nie zniknęły. W Polsce cały czas dopiero budujemy ostateczny model

3 czerwca 2019
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

O d felietonu wolę komentarz, logiczny, umotywowany, czasem powołujący się na konkretne dane. Tymczasem jeśli mam się podzielić uwagami na temat transformacji po roku 1989 w tak krótkim tekście, jestem skazany na impresje, więc na felietonowy ton. Spróbuję.

Data 4 czerwca 1989 r. niesie dla mnie masę jednoznacznie pozytywnych skojarzeń. Tak pozytywnych, że nie pojmuję absurdalnych usiłowań, aby ten historyczny moment pomniejszyć, a czasem nawet zohydzić. Mnie nasuwa się obraz samego siebie biegającego po blokowiskach Grochowa z plakatami Ryszarda Bugaja, kandydata „od zdjęcia z Wałęsą”, które rozklejam na drzwiach do domów. Albo inny obraz: ze swoimi uczniami (uczyłem wtedy w liceum) odwiedzam siedzibę komitetu obywatelskiego Pragi Południe na Grochowskiej, żeby wziąć najnowszy numer „Gazety Wyborczej”.

Właśnie poprzez tych swoich uczniów, ich rodziców, kolegów nauczycieli widziałem wtedy, jak relatywne, niejasne, sprzeczne są zapatrywania Polaków na komunizm, na stan wojenny, na potrzebę wolności – tej politycznej i tej ekonomicznej. Dla mnie, absolwenta antykomunistycznej do białości historii na UW, który w 1984 r. dostał milicyjną pałką pod Hutą Warszawa i siedział, co prawda tylko dobę, w pierdlu, to było oczywiste. Ale niekoniecznie dla nich. Kiedy okazało się, że Polacy, pomimo tylko częściowo demokratycznej natury tamtych wyborów, raz jeden się policzyli w sprzeciwie wobec systemu, że odczarowali klątwę sfałszowanych wyborów 1947 r., mogłem tylko jedno: krzyczeć z radości. A tu zaledwie przed rokiem prezenter publicznej telewizji opanowanej przez prawicę ukazał się nad paskiem „4 czerwca – symbol zdrady i zmowy elit”. Absurd dotykający mnie osobiście.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.