Fundusz wspierania polityków PiS
„Rząd sięga po środki na wsparcie ofiar” – taki tytuł nosił opublikowany dwa lata temu w DGP tekst o planowanych zmianach w sposobie wydatkowania pieniędzy z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, do którego trafiają nawiązki zasądzone od sprawców przestępstw. Mój redakcyjny kolega Piotr Szymaniak bodaj jako pierwszy w kraju zaczął bić na alarm ostrzegając, że planowana przez rządzącą partię (a konkretnie grupę jej posłów – tak się bowiem składa, że gros pomysłów skutkujących zwiększeniem uprawnień szefa resortu sprawiedliwości oficjalnie przedstawiają parlamentarzyści, a nie, broń Boże, sam minister) korekta przepisów doprowadzi do wywrócenia całej filozofii działania funduszu. Który stanie się rezerwuarem ds. finansowania wszelakich ważnych przedsięwzięć, niekoniecznie tych związanych ze wsparciem ofiar przestępstw.
Przewidywania DGP szybko zresztą znalazły potwierdzenie w faktach, a następnie w raporcie Najwyższej Izby Kontroli, która w 2018 r. wytknęła, że po zmianie prawa pieniądze zaczęły szerokim strumieniem płynąć do jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej, do Centralnego Biura Antykorupcyjnego i na reklamę samego funduszu, przemianowanego – zgodnie z widocznym od kilku lat trendem zmieniania nazw wszystkiego, co się da – na Fundusz Sprawiedliwości.
Jednak nawet najwięksi krytycy całej operacji nie przewidzieli jednego – że pieniądze z FS posłużą do zbijania kapitału politycznego potrzebnego startującym w wyborach zaufanym ludziom Zbigniewa Ziobry. I że żerujący na funduszu nawet nie pomyślą o założeniu białych rękawiczek dla pozoru.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.