Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Śmiech, który pomaga przetrwać

22 października 2020
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

Czułe i bezlitosne poczucie humoru Davida Sedarisa jest jak lśniąca w słońcu brzytwa

Pisarzowi potrzebne jest coś więcej niż talent i cierpliwość – potrzebny mu łut szczęścia, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, kraju nie tylko wielkim, lecz także obfitującym w niezmierzone zastępy aspirujących literatów. David Sedaris (ur. 1956) to dziś człowiek instytucja: eseista publikujący w najbardziej prestiżowych amerykańskich periodykach, mistrz stand-upu, pisarz mający na koncie jedenaście bestsellerowych książek (dwunasta ma się ukazać w USA późną jesienią). Kariera ta wydaje się tyleż oczywista, ile zasłużona – zarazem czułe i bezlitosne poczucie humoru Sedarisa jest jak lśniąca w słońcu brzytwa – ale przecież wszystko mogło się potoczyć inaczej.

Jako młody człowiek Sedaris nie mógł sobie znaleźć miejsca, próbował zaczepić się na wielu uczelniach, starając się zostać artystą wizualnym – te rozpaczliwe wysiłki opisał w tekście „Dwanaście chwil z życia artysty” zamieszczonym w zbiorze „Zjem to, co ma na sobie” (Znak 2006, przeł. Rafał Śmietana). Dyplom ukończenia studiów wyższych (School of Art Institute of Chicago) uzyskał w wieku 31 lat, ale w zasadzie jedyne, co wyniósł z tych doświadczeń, to kredyt studencki do spłacenia; „Sallie Mae (korporacja udzielająca m.in. kredytów studenckich – red.) brzmi jak imię naiwnego i bosego wiejskiego dziewczęcia, ale w rzeczywistości to bezlitosna, agresywna zbieranina bandytów, osiadła w wysokim budynku z cegły gdzieś w stanie Kansas. Wyobrażam sobie, że jest to najwyższy budynek w tym stanie, i podoba mi się myśl, że firma ta zatrudnia pracowników bezpośrednio z pobliskiego więzienia” – pisał Sedaris w książce „Holidays on Ice” (Little, Brown and Company 2008).

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.