Zdjąć z pomnika Fryderyka
Święto czy świętokradztwo? Jak oceniamy wykorzystywanie muzyki Chopina przez artystów z innych półek niż „klasyka”?
fot. iku4/Shutterstock
W której kompozycji Chopin zacytował kolędę? Państwo wiedzą? Jeden z najlepszych gitarzystów w Polsce nie wiedział i dlatego w połowie lat 80., gdy każdy estradowiec (nawet jeśli na jego koncerty ciągnęły tłumy) musiał udowodnić, że jest zawodowcem i zdać egzamin obejmujący historię muzyki – oblał i licencji nie otrzymał. A w czasach sztywnych stawek wyznaczanych przez ministerstwo był to prawdziwy uszczerbek na zarobkach. Muzyczny odpowiednik wieszczów śnił się później gitarzyście po nocach, a koledzy przepytywanego muzyka zasiadający w komisji nie kryli oburzenia, jak to możliwe, że tak znakomity artysta okazał się ignorantem.
Chopin nad Wisłą cieszy się estymą mimo upływu wieków. Karcącym okiem autorytetu spogląda z pomnika na muzycznych następców, jest drogowskazem i kanonem. Jedynym wspólnym mianownikiem, do którego sprowadza się cała polska muzyka i nieważne, czy klasyczna, czy jazzowa, czy parkietowa. Jedni biją mu pokłony, drudzy traktują jak tworzywo własnej twórczości. Wszak chopinowskie nokturny, mazurki, walce czy polonezy stały się bodźcem do wielu eksperymentów i pretekstem do rozlicznych reinterpretacji. Dlaczego tak się dzieje? Bo obcujemy z ikoną popkultury, która pozwala czerpać z siebie do syta, a w dodatku jest czymś na kształt wzorca z Sèrves – odpornym na chwilowe trendy i sezonowe mody.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.