Žižek (trochę) leje wodę
N apisany w ekspresowym tempie esej Slavoja Žižka o życiu w czasach pandemii pokazuje, że nadal niewiele rozumiemy z tego, co się wokół nas w ostatnich miesiącach pozmieniało.
Co słychać u najsłynniejszego brodatego marksisty naszych czasów? Z grubsza to samo, co u wszystkich. SARS-CoV-2 zamknął go w domu, ale małych dzieci nie ma. Miał za to dostęp do książek, internetu i komputera. Więc już w maju książka Žižka o pandemii znalazła się na rynku anglojęzycznym. Teraz pojawia się po polsku.
Czy warto ją czytać? Można się asekurować i powiedzieć, że „tak, bo Žižka zawsze warto”. Ale to by było kłamstwo. W gruncie rzeczy ocena „Pandemii” zależy od odpowiedzi na pytanie, czego oczekujemy od autorów takich książek. Zderzają się tu ze sobą dwie szkoły. Jedna powiada: intelektualista nie powinien pleść, co mu ślina na język przyniesie. Zanim coś ogłosi, niech sprawdzi, pomyśli, odczeka. Co nagle, to po diable. Są bez wątpienia ludzie, którzy taką spokojną publicystykę szanują. Ale jest i drugie podejście. Głosi ono, że problemy dzieją się tu i teraz, a życie domaga się odpowiedzi natychmiast. Dlatego komentować trzeba od razu. Nawet jeśli spostrzeżenia dziś wygłoszone mogą nam się za chwilę wydać banalne.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.