EQ prosi o szansę
W 1995 r. Daniel Goleman wprowadził do szerokiego użytku pojęcie „inteligencji emocjonalnej”. Od tamtej pory o EI (angielski skrót od „emotional intelligence”) lub ewentualnie EQ (w opozycji do IQ czyli „intelligence quotient”, po polsku iloraz inteligencji) słyszał zapewne każdy lider podchodzący do swojej roli choćby odrobinę świadomie. Ale czy wiadomo, jak inteligencję emocjonalną stosować w codziennej praktyce? I czy jest to w ogóle potrzebne?
Książka, którą dziś państwu prezentuję, jest właśnie próbą pokazania zastosowania EI w życiu – nie tylko biznesowym. To nie pierwsza ani ostatnia pozycja na ten temat. Jej autor – Justin Bariso – nie jest nawet jakąś wielką gwiazdą publicystyki poradniczo-motywacyjnej. A jego książki (w przeciwieństwie do tekstów słynnego Golemana) nie lądują regularnie na liście bestsellerów „New York Timesa”. Nie bryluje też na rozmaitych TED-ach. Raczej poleca popisy innych retorów współczesnego świata (robi to na swojej stronie). Ale może właśnie dlatego ośmielam się polecić państwu tę książkę – właśnie jako kompendium pozwalające zapoznać się z koncepcją inteligencji emocjonalnej w wersji pozbawionej niepotrzebnych ozdobników. Lub – jak kto woli – rodzaj bryka z EQ dla tych, co się przez sprawę nie mieli dotąd okazji albo ochoty przegryźć. Może nawet myśleli, że to jakieś bezwartościowe „czary-mary, hokus-pokus”.
EQ uchodzi (mówiąc najprościej) za mieszankę serca i rozumu. Oparta jest ona na poszerzonej koncepcji empatii. Ma swoje jasne i ciemne strony. W tym pierwszym przypadku przełożony albo lider organizacji stosujący się do zaleceń Bariso czy innych teoretyków będzie po prostu trochę lepszym szefem. Bardziej uważnym, zdolnym do pozytywnego motywowania, lepiej rozumianym i rozumiejącym. To naprawdę może się przydać.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.