Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Kolaps dobrze opisany

5 sierpnia 2021
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

G dyby książki miały moc leczenia, to Marek Szymaniak byłby jednym z najlepszych polskich medyków. Ten reporter i dziennikarz od dawna i dość konsekwentnie idzie swoją pisarską drogą. Kilka lat temu wydał „Urobionych”, czyli reportaże o polskiej pracy. Jako autor wielu publikacji na podobny temat przybijam Szymaniakowi za nie symboliczną piątkę za dobrą (nomen omen) robotę.

Tamte teksty o polskiej pracy przywieść musiały Szymaniaka do książki następnej. Nie jest bowiem żadną tajemnicą ani tym bardziej przypadkiem, że praca ma swój wymiar geograficzny. Odbywa się w konkretnym „tu”. A tak się składa, że bardzo często słabe „tu” polskiej pracy to właśnie prowincja. „Mniejsze miasta” (jak dyplomatycznie nazywa je Szymaniak). Ale dosadniej: zadupie, dziura, wiocha.

Marek Szymaniak, „Zapaść. Reportaże z mniejszych miast” wyd. Czarne, Wołowiec 2021

Szymaniak (i za to też należy mu się szacunek) zastrzega już we wstępie, że prowincjonalna Polska nie wzięła się znikąd. Jej stan to efekt bardzo konkretnej politycznej filozofii przyjętej po roku 1989. Opierała się ona na mieszance przekonania, że gdy duzi i silni zwyciężą, to pociągną za sobą słabszych. A także słodkiego wolnorynkowego „niech się dzieje wola nieba”. W ten sposób uzyskaliśmy kraj, w którym metropolie bynajmniej nie ciągnęły prowincji w górę, tylko ją wysysały, drenowały i obgryzały z co lepszych kąsków. Polsce B pozostała zapaść.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.