Prawdziwy góral nie uprawia sportu
W szerokim spektrum wad, jakie niesie ze sobą lockdown, dostrzegam jedną, całkiem sporą zaletę. Otóż przez minione dwa, trzy miesiące dorobiliśmy się tylu zawodników w przeróżnych dyscyplinach sportowych, że na lipcową olimpiadę w Tokio PKOl będzie musiał wyczarterować od Qatar Airways wszystkie airbusy A380. To efekt zamknięcia kortów tenisowych, pływalni, boisk i sal gimnastycznych przed zwykłymi obywatelami. Pozwolono trenować zawodowcom, w efekcie dzisiaj (prawie) każdy jest zawodowcem. Wiem to z własnego podwórka.
Wyobraźcie sobie, że mój pięcioletni syn i żona zostali profesjonalnymi tenisistami. Musiałem tylko wypełnić za nich jakieś papiery, wpisać na jakąś listę klubową, zapłacić 120 zł za licencję i napisać oświadczenie, że odróżniają piłkę tenisową od piłki do metalu. Co prawda próbując w nią trafić, wyglądają, jakby odganiali się od much, ale w świetle przepisów są zawodowymi graczami i mogą sobie na legalu pykać z Rafaelem Nadalem. Swoją drogą ultrainteresujące wydaje mi się to, że przebywanie we dwoje na korcie o powierzchni 200 mkw. niesie ze sobą znacząco wyższe ryzyko zakażenia COVID-19 niż robienie zakupów w podobnych rozmiarów Biedronce. Chciałbym poznać człowieka, który doszedł do wniosku, że łatwiej złapać dziada od osoby, która stoi 20 m od nas na boisku, niż od babci, której oddech czujemy na plecach, gdy przepycha się po włoszczyznę.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.