Woś obserwuje: co niszczy kryptowaluty [FELIETON]
Kryptowaluty wywalczyły już sobie miejsce wśród ciekawszych form inwestowania. Jednak droga do tego, by stały się realną alternatywą dla klasycznego pieniądza, jest długa jak stąd do Jowisza i z powrotem.
Przyczyną jest bardzo konkretna sprzeczność tkwiąca w modelu zdecentralizowanych finansów, którą opisał ekonomista Hyun Song Shin z Banku Rozliczeń Międzynarodowych z Bazylei: fragmentaryzacja. Jeśli zapoznacie się z jego argumentami, to stanie się dla was jasne, że kryptowalutom brakuje – właśnie! – owej ostatniej instancji, którą dla tradycyjnego pieniądza są banki centralne.
Zacznijmy od początku – od kopania kryptowalut. Za tą figurą językową kryje się pierwotny pomysł przypisywany twórcy bitcoina Satoshiemu Nakamoto. W kopaniu – jakże mozolnym, prawda? – chodzi o to, żeby z jednej strony zdecentralizować podaż bitcoina: żeby nie było jednego banku centralnego, który może tworzyć pieniądz z niczego. Z drugiej strony – aby nie dochodziło do sytuacji, w której każdy może sobie w kilka sekund wykopać tyle bitcoinów, ile chce. Aby zabezpieczyć system, powstał system cyfrowych walidatorów, którzy rywalizują między sobą o prawo do wykopania (de facto: emisji) kolejnych bloków (nowych jednostek kryptowaluty) w ramach modelu Proof of Work (PoW). Zwycięzca kopania (polegającego na komputerowym rozwiązywaniu kryptograficznych zagadek) otrzymuje nagrodę w postaci pewnej działki nowych bitcoinów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.