Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Tragedia w Australii, czyli prawda danej godziny [KSIĄŻKA]

Robert Farquharson w pierwszym dniu swojego procesu przed Sądem Najwyższym Stanu Wiktoria. Melbourne, 5 maja 2010 r.
Robert Farquharson w pierwszym dniu swojego procesu przed Sądem Najwyższym Stanu Wiktoria. Melbourne, 5 maja 2010 r.Getty Images / Fairfax Media
wczoraj, 21:00

Książka „Woda była strasznie zimna” opowiada o roli, jaką wyznaczyliśmy w naszym systemie społecznym prawdzie. I o tym, w jaką konfuzję wprowadza nas sytuacja, gdy obiektywna prawda jest po prostu nie do ustalenia.

5 września 2005 r., ok. 19, na dwu pasmowej szosie między miastami Geelong a Winchelsea w australijskim stanie Wiktoria miał miejsce dramatyczny wypadek. Auto marki Holden Commodore zjechało nagle ze swojego pasa ruchu, przecięło pas przeciwległy, zerwało siatkę ochronną na poboczu i stoczyło się do stawu leżącego tuż przy szosie. Staw okazał się głęboki – a samochód rychło zatonął, wbijając się pionowo w zamulone dno.

Za kierownicą Commodore’a siedział 36-letni wówczas mieszkaniec Winchelsea, Robert Farquharson, w samochodzie znajdowało się także trzech jego synów: 10-letni Jai, 7-letni Tyler i 2-letni Bailey. Wracali z Geelong, dokąd wybrali się na wycieczkę z okazji Dnia Ojca. Farquharsonowi udało się wydostać z nabierającego wody pojazdu, dzieciom nie. Roztrzęsiony i bełkoczący Farquharson powiedział później policjantom, że dostał niepowstrzymanego ataku kaszlu, w wyniku którego stracił przytomność za kierownicą. Ocknął się, gdy auto już tonęło. Chciał uratować synów, ale nie dał rady.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.