Europejscy żołnierze na Ukrainie. Strategia czy polityczna gra?
Temat europejskiego korpusu ekspedycyjnego, który miałby stacjonować w Ukrainie, został zakończony, zanim na dobre się rozkręcił. Prezydent Francji Emmanuel Macron, podczas środowego spotkania w Paryżu z Wołodymyrem Zełenskim, wprost przyznał, że jeśli żołnierze z Europy Zachodniej pojadą nad Dniepr, to nie na linię rozgraniczenia i nie w rejony, które sąsiadują z frontem. – Oni nie będą ani na linii frontu, ani na linii kontaktu – precyzował Macron. Mieliby być w „drugim szeregu” i „zabezpieczać logistykę” oraz szkolenie sił ukraińskich. W czwartek zapewniał, że wojska pojawią się tam jako „siły reasekuracyjne” wystawione przez „kilka państw”. Prezydent Francji przyznał też, że nie ma obecnie jednomyślności w sprawie proponowanego przez Paryż i Londyn kontyngentu. Zastrzegł przy tym, że jednomyślność nie jest niezbędna.
Jeśli chodzi o logistykę, to Kijów nie ma z nią większych problemów. Z kolei kwestią szkoleń wojska mogą się zająć sami Ukraińcy, którzy – po trzech latach wojny – mają znacznie więcej doświadczenia niż Europejczycy. Ihor Żowkwa, doradca prezydenta Zełenskiego, stwierdził, że Kijów potrzebuje żołnierzy gotowych do walki, a nie sił pokojowych. Mówił o tym tuż przed zaplanowanym na czwartek szczytem koalicji chętnych. Czyli państw rozważających udział w operacji na Ukrainie. – Nie liczy się ilość. Chodzi o zdolności do walki i do obrony – powiedział w rozmowie z AFP Żowkwa. Z drugiego szeregu takich możliwości nie ma.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.